Podsumowanie roku 2017



Kolejny rok się kończy. Pomyślałam, że ponownie pokażę Wam, co w tym czasie robiłam w moim blogowym życiu.
W tym roku miałam ogromną przyjemność napisać kilka słów na okładki książek. Bardzo dziękuję Videografowi, Zyskowi i S-ka oraz Feerii Young za tę możliwość. To było cenne doświadczenie, ale też ogromne wyróżnienie, ponieważ nigdy sama nie proszę się o tego typu rzeczy i jest mi niezmiernie miło, gdy to wydawnictwo proponuje tego typu akcję. Jeszcze raz dzięki!

W tym roku trochę nawaliłam z terminami dodawania tekstów, co dało się zauważyć szczególnie w ostatnim kwartale roku. Mimo to napisałam całkiem sporo postów, czasem pojawiały się nawet dwa dziennie. W 2018 planuję ponownie zmierzyć się z dodawaniem jednego tekstu dziennie na blogu, oby tym razem było lepiej!
Nowością były w 2017 roku na pewno częste wpisy niedotyczące książek. Wiele jest wpisów serialowych, filmowych, zestawień i tekstów na tematy ogólnoliterackie. To często teksty z przymrużeniem oka, które nie wszyscy potraktowali jako żart, co nieco mnie martwi. To, z czego jestem ogromnie dumna, to wpisy dotyczące korekty i pracy bibliotekarza. Te dwa były najczęściej komentowane i czytane w tym roku. Nie liczby wejść są jednak ważne, lecz fakt, że może dzięki nim udało mi się pokazać wam, na czym polegają oba zawody i że wcale nie jest to taka lekka, prosta praca, o której przecież wielu z was marzy.

Jeśli chodzi o inne osiągnięcia to… No cóż. Jest mi niesamowicie miło, że mój blog odwiedziło łącznie prawie 700 tysięcy osób, na Facebooku jest was ponad 3 tysiące, a na Instagramie obserwuje mnie niemal 5,5 tysiąca osób. Dziękuję, dziękuję, dziękuję. Jestem ogromnie wdzięczna za to, że jesteście.
Mam nadzieję, że będziecie ze mną też w 2018 roku. Życzę wam wszystkiego dobrego!

Mój rok z Cinema City Unlimited


W ubiegłym roku postanowiłam, że sprawię sobie najlepszy prezent urodzinowy, jaki mogłam sama sobie podarować i kupiłam kartę Unlimited do Cinema City. Uwielbiam kino, zdarzało mi się chodzić do niego kilka razy w miesiącu, więc uznałam, że to doskonały prezent. Przy okazji miałam nadzieję, że będę przez niego „zmuszać się” do wychodzenia z domu – ach, introwertycy, rozumiecie mnie, prawda? – by nie mieć poczucia zmarnowania. Czy się opłaciło?


Po pierwsze – gdzie, co i jak?
Kupujemy kartę na stronie internetowej kina i wybieramy dwie rzeczy. Pierwsza z nich to gdzie ma działać karta. Z racji tego, że mieszkam pod Warszawą, nie mogłam nie wybrać opcji „z Warszawą”. Karta jest nieco droższa, ale pozwala oglądać filmy we wszystkich kinach Cinema City w Polsce. Nie musimy ograniczać się do jednej placówki, możemy wybrać się na seans w dowolnym miejscu. Drugą rzeczą, którą należy wybrać, jest sposób zapłaty. Możemy dokonać jej jednorazowo za cały rok z góry bądź zdecydować się na opcję pobierania pieniędzy z naszego konta raz w miesiącu. Umowa zawierana jest na rok, choć powiem szczerze, że to jednak minus - wymyśliłam nawet z koleżanką, że najlepiej byłoby, gdyby CC zdecydowało się na kilka opcji kart, np. trzymiesięczne, półroczne i roczne. I wtedy na przykład w okresie oscarowym można wykupić kartę i chodzić na wszystkie filmy, które mają swoje premiery, a w czasie mniej owocnym, odpuścić. Pod koniec ważności karty dostaje się też wiadomość, czy chcemy dalej korzystać z programu.

Po drugie – jak działa karta?
Tak jak wspomniałam, karta działa w całej Polsce (z lub bez Warszawy, zależy od nas). Możemy oglądać nieograniczoną liczbę filmów. Z tego, co czytałam, nie można zarezerwować chyba więcej niż trzech seansów jednego dnia jednocześnie, ale mogę się mylić. Ja „kupowałam” zazwyczaj bilety przez stronę internetową, logując się w specjalnej zakładce dla posiadaczy karty. Wtedy automatycznie zaznaczało mi opcję „Unlimited”. To wygodne, bo nie trzeba stać w kolejce. Jeśli jednak idziemy do kasy, kupić bilet, należy okazać kartę. Tak samo przy wchodzeniu na salę (co jest moim zdaniem zbędne, szczególnie gdy kupujemy bilet w kinie, gdzie musimy okazać kartę, a na wydruku zaznacza się, że jest się w programie Unlimited). I już. Bajecznie proste.


Po trzecie – jak wrażenia?
Od momentu, gdy dowiedziałam się o karcie, marzyłam, by ją mieć. Informacje na stronie były jednak niejasne i przez to zmarnowałam cały rok na marzenia, zamiast ją kupić. Dopiero po kontakcie z BOK dowiedziałam się, że mogę ją kupić, nawet gdy nie spełniam wszystkich warunków, które niby są konieczne. Muszę przyznać, że jestem niesamowicie zadowolona. Były miesiące, gdy bywałam w kinie jedynie dwa razy, by mieć poczucie, że „spłaciłam” te 50 zł, a bywało i tak, że widziałam w miesiącu siedem filmów i trafiałam do Cinema City przynajmniej raz w tygodniu, a czasem w weekendy widziałam dwa lub trzy filmy. Korzystanie z karty jest proste i w sumie niedrogie – jak policzyłam, zaoszczędziłam dzięki karcie tysiąc złotych w ciągu roku. Im bliżej grudnia, tym bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że muszę wykupić ją na kolejny rok i… oto jest.

Po czwarte – co obejrzałam przez rok?

Pasażerowie
La la land
Sing
Po prostu przyjaźń
Jackie
Moonlight
Lego Batman film
Był sobie pies
Porady na zdrady
Azyl
Gold
Pokot
Piękna i Bestia
Amok
Dzieciak rządzi
Life
The Circle. Krąg
Uciekaj
Baywatch. Słoneczny patrol
Mumia
Wonder Woman
Ponad wszystko
Auta 3
Strażnicy galaktyki
Piraci z Karaibów 5
Dunkierka
Król Artur
Baby Driver
Bodyguard Zawodowiec
Mroczna wieża
Valerian i miasto tysiąca planet
Dru, Gru i minionki
Atomic Blonde
Na pokuszenie
The square
To
Powiernik królowej
American Assassin
Kingsman 2
Pierwszy śnieg
Człowiek z magicznym pudełkiem
Liga sprawiedliwości
Morderstwo w Orient Expressie
Listy do M3
Mother!
Coco
Blade runner 2049
Złe mamuśki 2
Najlepszy
Na skrzydłach orłów
24 godziny po śmierci
Dżungla

Anglicy. Przewodnik podglądacza, Matt Rudd



Autor: Matt Rudd
Tytuł: Anglicy. Przewodnik podglądacza
Tytuł oryginalny: The English. A Field Guide
Wydawnictwo: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Liczba stron: 252

O Anglikach krąży wiele stereotypów, jednak jaka jest prawda? Jak ważna jest dla nich kanapa? Co robią w weekendy i jak kończą się ich wyjścia na miasto? Co sądzą o romansach biurowych i swojej pracy? Jacy są w sypialni? Czy w pewnym wieku ich jedyną radością jest już tylko ogród? Na te i inny pytania próbuje odpowiedzieć Matt Rudd w książce Anglicy. Przewodnik podglądacza.

Autor – który sam jest Anglikiem – już na początku książki wyjaśnia, jak zbierał do niej materiały. Nie są to tylko obserwacje, które prowadził wśród znajomych. Rudd przez wiele miesięcy podróżował po różnych zakątkach kraju, sprawdzał, badał i zadawał pytania, by potem móc podzielić się zdobytą w ten sposób wiedzą z czytelnikami. Poza rozmowami z przypadkowymi mieszkańcami Wielkiej Brytanii są też umówione wcześniej spotkania z konkretnymi osobami czy przedstawicielami pewnej grupy. Dzięki temu tematy, które podejmuje, są przedstawiane z kilku stron, a przy tym nie są przeładowane zbędnymi informacjami.

Kwestie, które poruszane są w książce, są przekrojem przez codzienne życie każdego Anglika, a w zasadzie też wielu innych narodów. Autor opowiada o błahych rzeczach jak uwielbienie do spędzania czasu na kanapie, ale też poważniejszych, w tym związanych z coraz częstszymi przypadkami pijaństwa wśród kobiet – nie alkoholizmu, lecz braku umiaru podczas wieczornych wyjść. Każdy czytelnik znajdzie tu coś, co go zainteresuje.


Autor zajmuje się nie tylko Anglikami. Jego książka jest przekrojem przez brytyjskie społeczeństwo, a jednocześnie pretekstem do sprawdzenia, jak niektóre kwestie wyglądają w innych krajach. Rudd świadomie porównuje swój naród do Francuzów, wytykając różnice w mentalności i życiu codziennym, lecz także sprawia, że czytelnik zaczyna sam się zastanawiać, jak rzeczy, które przedstawiane są w książce, wyglądają w jego ojczyźnie.

Najmocniejszą stroną książki jest styl autora. Rudd pisze w sposób ironiczny, ale nie jest w tej ironii przesadzony i nieszczery. Sam dziwi się wielu rzeczom, które spotyka na drodze, a wiele tych, które już zna, przedstawia często w nieco prześmiewczy sposób, sprawiając, że czytelnik ciągle ma drwiący uśmiech na twarzy podczas lektury. Nie naśmiewa się on jednak z Anglików w negatywnym tego słowa znaczeniu, robi to raczej dlatego, by pokazać dystans, „okiełznać bestię”, którą może się jawić czytelnikowi ten naród. Wypada to naprawdę dobrze i – co najważniejsze – nie jest męczące w odbiorze.

Anglicy. Przewodnik podglądacza Matta Rudda to pozycja, która została wydana w serii Mundus Uniwersytetu Jagiellońskiego. Warto przyjrzeć się nie tylko tej książce, lecz także całemu cyklowi, bo składają się na niego bardzo przystępnie napisane teksty, które wciągają od pierwszej strony. To lektury dla osób ciekawych świata. Jeśli lubicie książki napisane z dystansem, z przyjemną narracją i dostarczające potężną dawkę wiedzy, musicie sięgnąć po Anglików i inne pozycje z serii Mundus.



Książka zrecenzowana dla portalu Wywrota.pl.