Andrzejkowy tag książkowy




Ula z askier-pisze.blogspot.com wymyśliła tag związany z andrzejkami. Zapraszam!


Stary klucz – książka, w której bohater otwiera z czasem wszystkie szuflady
Chyba tu wpisałabym każdy kryminał. Takimi szufladami są ślady, które pojawiają się powoli i są ciągle zamykane i otwierane.

Wosk – książka, w której nie wiadomo o co chodzi, ale o coś jednak chodzi
O rany, chyba Wariat na pogorzelisku.

Magia – książka, która coś zmieniła
Harry Potter – zmieniła we mnie podejście do czytania.

Wróżby – książka, która w przyszłości musi być moja
Wszystkie Philippy Gregory.

Buty – książka, która zostawiła ślad
Zwilczona.

Andrzej – dzielny i mężny bohater
Thor z Przeznaczenia bohaterów.

Fusy – książka z okropną okładką
Dziewczynka, która przestała mówić.

Tarot – książka pełna nawiązań
Nie wiem. Kojarzy mi się, że powinnam tu wstawić jakąś pozycję ze studiów, ale mam pustkę w głowie. Uzupełnię, jak sobie przypomnę!

Przewidywania – książka, którą przeczytam jako następną
Trudno powiedzieć. Chyba Łotrzyki.

Słodkości!



Stali czytelnicy bloga wiedzą, że często w recenzjach pojawiają się zdjęcia książek z apetycznymi dodatkami. Kilka razy dostałam nawet prywatne pytanie, czy konkretna rzecz jest smaczna, a raz podzieliłam się przepisem na ciasto, które towarzyszyło lekturze. Obowiązkowo do każdej książki parzę sobie herbatę, a do niej czasem pojawia się coś słodkiego. Pomyślałam zatem, że z okazji zbliżających się mikołajek pokażę Wam mój słodyczowy ranking – rzeczy, po które z chęcią sięgam przy czytaniu i które nieodzownie kojarzą mi się ze zbliżającymi się świętami.

Mój problem polegał jednak na tym, że nie miałam zbyt wiele czasu na zakupy. Pracuję w domu, często po 10-12 godzin. Z pomocą przyszedł mi sklep internetowy Frisco.pl, który zachwycił mnie swoją bogatą ofertą. Podział na kategorie pozwolił mi szybko zlokalizować słodkości.

frisco.pl

Sam sklep jest bardzo prosty w obsłudze. Wystarczy odpowiedni produkt dodać do koszyka i już. Warto jednak spędzić trochę więcej czasu na przeglądaniu asortymentu, ponieważ część z rzeczy posiada informację o tym, że dołączony jest do nich prezent. Dzięki temu zyskałam bombkę i pisak do kolorowania! Na dodatek oferta zapewnia nam wybór od różnych producentów – są rzeczy tanie, które znajdziemy w każdym supermarkecie, ale też takie z „wyższej półki”.

Dwie rzeczy zachwyciły mnie w sklepie – dokładność informacji i sposób dostawy. Już na wstępie możemy sprawdzić, czy w naszej okolicy działa punkt z możliwością przewożenia mrożonek. Oprócz tego produkty posiadają dokładne dane. Poza opisem i składem, mamy również informacje o ważności danej rzeczy, a także o tym, czy produkt jest wegetariański i czy zawiera cukier. Jest także informacja o wartościach odżywczych.

Jeśli chodzi o dostawę, to jest ona dostosowana do nas. Możemy wybrać dzień i godzinę dowozu, a na dzień wcześniej zrezygnować z zakupów. Ja zamówiłam produkty na godzinę 8.00-9.00 i pan przyjechał dokładnie o 8.30. Warto też powiedzieć, że pierwsza dostawa produktów od 100 zł jest bezpłatna.

A teraz najważniejsze – słodycze!
Zamówiłam kilka rzeczy, które kojarzą mi się ze świętami. Po pierwsze – torcik wedlowski, który jako dziecko zawsze otrzymywałam w prezencie. Piękny świąteczny motyw tylko potwierdza, że nie tylko ja kojarzę go z Bożym Narodzeniem.


Do tego delicje od Wedla i Milki. Zdecydowałam się na smak malinowy, pomarańczowy i piankę czekoladową. Myślę, że połączenie tych dwóch owocowych smaków jest naprawdę niezapomniane. Chociaż malina nie jest związana z Bożym Narodzeniem, galaretka o tym smaku jest naprawdę wyborna i świetnie uzupełnia malinowe herbaty. Smak pomarańczowy to ulubiony smak mojej mamy.


Połączenie pomarańczy i czekolady jest zdecydowanie bardzo świąteczne, dlatego ponowiłam je w Alpejskim Mleczku. Tego produktu byłam bardzo ciekawa, ponieważ nigdy wcześniej go nie widziałam.

Oprócz tego kupiłam też ciastka o smaku czekoladowym i orzechowym. Te pierwsze kojarzą mi się z ciastem, które piekę przy niemal każdej okazji – brownie. Jeśli chodzi o ciastka orzechowe – to moje ulubione!


Do produktów Milki otrzymałam bombkę, a od Frisco.pl upominek w postaci bruschette. 


Do koszyka wrzuciłam też kilka herbat i jedną kawę, o których opowiem Wam w cyklu Zaczytany Imbryczek!


Na pewno zajrzę tam jeszcze nie raz, rozwiązanie idealne dla osób poszukujących prezenty dla bliskich bez chodzenia po sklepach. 

"Lilith" Jo.E.Rach



Autor: Jo.E.Rach.
Tytuł: Lilith
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 317
http://bookmaster.com.pl/ksiazka-lilith,tom,1,dziedzictwo-rach,joe-1339203.xhtml

Powieść Lilith. Dziedzictwo autorstwa Jo.E.Rach. wydana została w 2015 roku przez Novae Res.

Sha kolejny raz zmienia miejsce zamieszkania. Wraz z ojcem przeprowadzają się co dwa lata, ponieważ jest to związane z jego pracą i trybem życia. Tym razem Sha trafia do nowej szkoły i już pierwszego dnia, przed zajęciami, zaprzyjaźnia się z Danielem – synem gospodyni. Daniela oczarowuje piękna, zgrabna i drobna Sha, której nastoletnie ciało przyozdobione jest fenomenalnym tatuażem, a bezpośredniość jej charakteru sprawia, że chłopak nieraz nie wie, co powiedzieć. Daniel wie, że nie ma u niej szans – uważa, że Sha jest idealna i pewnie stanie się kolejną zdobyczą Chrisa, szkolnego przystojniaka, który ma wszystko i lubi zmieniać dziewczyny jak rękawiczki. Oczywiście dziewczyna wpada w oko Chrisowi, on jej zresztą również. Jednak nie tylko nowi znajomi absorbują dziewczynę. Sha zaczyna śnić o dziwnych rzeczach i czuje, że te sny mają wielkie znaczenie i wpływ na jej życie.

W książce mamy trzech narratorów i trzech głównych bohaterów. Rozdziały Sha, Daniela i Chrisa następują po sobie, uzupełniając się nawzajem i opowiadając tę samą scenę z różnych perspektyw. To ciekawe zjawisko, które daje ogląd na sytuację z trzech stron. Dzięki temu poznajemy też myśli i uczucia postaci.

Książka opowiada głównie o tym, jak Sha aklimatyzuje się w nowym miejscu, poznaje ludzi i zmaga się ze snami, które ją nawiedzają. Są przerażające, odbiera je całą sobą. Na dodatek zaczyna się zmieniać pod ich wpływem. Ma też problem z ustaleniem, którego z przyjaciół lubi bardziej. 

Muszę powiedzieć, że zabrakło mi wątku związanego ze snami. Sceny pojawiały się, owszem, ale były raczej stłamszone innymi, mniej ważnymi rzeczami. Ogólnie powieść zdominował wątek uczuciowy. Trójkąt miłosny, w który wpakowali się bohaterowie, jest mało oryginalny i przedstawiony raczej bez polotu – dwóch rywalizujących ze sobą, całkowicie różnych facetów i jedna niezdecydowana dziewczyna.


Zmęczyłam się czytaniem tej powieści. Powody są dwa – bohaterka i przedstawienie fabuły. Oba się łączą, nie można ich rozdzielić. Sha to dziewczyna idealna. Piękna, seksowna, cudowna, atrakcyjna, apetyczna... Mogłabym tak bez końca. Jednak jej charakter zupełnie nie współgra z wyglądem – jest uparta, odważna, niezależna, nie chce zbliżeń z chłopakami, potrafi odczytywać emocje innych i skopać tyłki nawet najlepszej na świecie ochronie. Jest pyskata, bezpośrednia i jakby w ogóle nie przejmuje się tym, że jest uznawana przez każdego faceta świata za najpiękniejszą. Zresztą jest nie tylko ładna – świetnie jeździ samochodem, zna się na nich doskonale, a każdy zakup ojca musi zaakceptować, bo inaczej go nie będzie. Wygląda trochę na rozpieszczoną jedynaczkę? Może. Jest też dobra, nie widzi różnic społecznych, jedna zwaśnionych i nie je niczego zwierzęcego. Na jej widok – naprawdę tak piszą w swoich częściach – Danielowi i Chrisowi „fiuty stają”. No i oczywiście chłopcy z miejsca się w niej zakochują. Wystarczy kilka zdań, by Daniel przestał jeść mięso i mówił o Sha jak o „centrum jego kosmosu, słońcu, wokół którego chce krążyć”.

Inna sprawa to język. Jest on dość swobodny, choć niektóre zwroty – jak „cmoknęłam go z dubeltówki” – drażnią, wyglądają nieco na siłę. Dołożono starań, by narracje przypominały to, co mówią i jak myślą nastolatkowie, i udało się, chociaż nie zawsze wygląda to dobrze. Popieram jednak ten zabieg, bo dzięki niemu odbiór pozycji może przypominać nieco siedzenie w głowach głównych bohaterów.

Ogólnie jestem rozczarowana tą książką. Spodziewałam się czegoś więcej, a dostałam lekturę z bohaterką, której nie polubiłam, i skrawkami zapowiadających się całkiem ciekawie rzeczy związanych z tajemniczymi snami Sha. Mogło być zdecydowanie lepiej.

Jeśli nie przeszkadzają wam idealne bohaterki, lubicie trójkąty miłosne – zapraszam. Może przyciągnie was przepiękna okładka, a może zapowiedź kolejnych tomów. Ja nie jestem pewna, czy sięgnę po dalsze części.

Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Księgarni BookMaster:

"Nimfomania" M.-D.-T. De Bienville



Autor: M.-D.-T. De Bienville
Tytuł: Nimfomania
Wydawnictwo: Słowo/obraz terytoria
Liczba stron: 208

http://terytoria.com.pl/ksiegarnia,tytuly,984.html

M.-D.-T. De Bienville był doktorem medycyny. Zajmował się m.in. chorobą dopadającą kobiety – szałem macicznym. Książka Nimfomania została wydana w Polsce dzięki wydawnictwo Słowo/obraz terytoria.

Książka jest czymś w rodzaju rozprawy dotyczącej choroby nękającej kobiety – nimfomanii. To zjawisko dość częste w dawniejszych czasach. Spowodowane było m.in. nieprawidłowym poruszaniem się włókien w pewnych częściach kobiecego ciała. Innym powodem mogą być serca dziewczyn, które umiłowały jakiegoś młodego mężczyznę. Jeśli małżonek damy nie ma odpowiedniego dla niej temperamentu, kobieta ta może również zapaść na tę chorobę. Jest to zatem rodzaj pobudzonego libido kobiecego, które chce znaleźć ujście w akcie spełnienia seksualnego.

Tekst skupia się na kilku kwestiach. Po pierwsze anatomiczna dokładność opisu ciała kobiety, szczególnie jej wewnętrznej budowy, sprawia, że ówczesny czytelnik mógł poczuć się jak badacz. Do tego pokazano objawy choroby, jej podłoże i przyczyny. Autor nie stroni od opisów różnych stadiów i przypadłości, sprawiając jednak, że człowiek widzi w głowie straszną wizję tej choroby. Na szczęście istnieją sposoby, by z choroby wyleczyć.

Trzeba przyznać, że nimfomania to po prostu pożądanie, rozbudzona namiętność i chęć zaspokojenia, której doznawały dawniej kobiety. Społeczeństwo było nieprzygotowane na to, że kobiety też mają swoje potrzeby, stąd wymyślenie choroby. 

Odchodząc od tematyki, warto zwrócić uwagę na wydanie. Książka ma niewielki format. W środku jest przepiękna. Pojawiają się ryciny z opisami, niektóre dość odważne, nagie, pokazujące kobiety w całej krasie. Nie jest ich wiele, ale wzbogacają lekturę. Do tego piękna strona tytułowa z długim tytułem rodem z przełomu oświecenia i romantyzmu. Każda kartka kończy się kustoszem – słowem lub sylabom, która zaczyna kolejną stronę. Dawno nie widziałam czegoś takiego w pozycji wydanej współcześnie.

Ogólnie książka jest raczej ciekawostką niż lekturą do poduszki. Podoba mi się, że tekst z dawnych czasów ujrzał ponownie światło dzienne. Jest pięknie wykonany, czasem zabawny w odbiorze, gdy porówna się go z obecnymi realiami. Jednak dokładność autora może zaskoczyć, gdyż z lekarską precyzją podaje on nie tylko budowę ciała kobiety i objawy choroby, lecz także historie, które obrazują rozwój nimfomanii. 

Polecam tym, którzy lubią książki nietypowe. Być może wiedza wyniesiona z tej lektur wam się do niczego nie przyda, ale bawić będziecie się świetnie, o ile doceniacie ponowne życie dawnych dzieł. Traktat o nimfomanii to właśnie taka książka – perełka na rynku wydawniczym, która swoją treścią przybliża nam przeszłość i sposób myślenia przodków.

Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa słowo/obraz terytoria: