V Warszawskie Targi Książki

Cześć,
miałam nie pisać tego posta, lecz zostałam namówiona przez kilka osób i oto jest.
W tym roku Targi Książki w Warszawie odbywały się w dniach 22-25.05.2014. Od czwartku Stadion Narodowy zapełnił się osobami, które uwielbiają czytać. Na Facebooku ciągle pojawiały się zdjęcia z tego wydarzenia, na które ja miałam udać się w sobotę.
Los jednak chciał inaczej i w piątek rano zostałam namówiona przez siostrę do wypadu na zakupy książkowe. Plan zakładał tylko rozejrzenie się za czymś, co chciałabym kupić, jednak nie udało się. Wróciłam cięższa o kilka pozycji.
Króla uciekiniera chciałam kupić dlatego, że nie lubię rozłączać serii. Pierwszą część dostałam od wydawnictwa Egmont, a ponieważ podobała mi się, postanowiłam uzupełnić serię. Czarownicę zobaczyłam i z miejsca się zakochałam. Piękna okładka, moja ulubiona bajka i świetna bohaterka Disneya. Książka na podstawie filmu, który już niedługo w kinach.
Poza główną płytą stadionu znajdowało się kilka stanowisk z tanimi książkami. Gdy ujrzałam serię Bieguny Domu Wydawniczego PWN nie mogłam się oprzeć i zabrałam niemal wszystkie tytuły.
Sobota, czyli planowany dzień mojej wizyty na Targach, to głównie spotkania z autorami. Chciałam zdobyć autografy kilku osób. Przygotowałam listę z rozpiską godzin i wraz z koleżankami ruszyłam w kierunku stadionu. Na początku jednak kupiłam książki od Pauliny, a potem już mogłam buszować między stoiskami.
Pierwszy autograf dostałam od Roberto Innocentiego:
Książkę targałam ze sobą z domu tylko po to, by móc dostać ten autograf. Po szybkich zakupach ustawiłam się wraz z siostrą w kolejce do Janusza L. Wiśniewskiego. Jego nową książkę zdobyłyśmy na Targach, tak jak autograf:
Potem popędziłam z siostrą do wydawnictwa Sonia Draga, gdzie swoje książki miała podpisywać Charlotte Link. Okazało się jednak, że autorka się nie pojawiła. Było nam przykro, bo obie jesteśmy jej fankami.
Na szczęście pojawił się inny autor, na którego podpis bardzo liczyłam. Pan Jerzy Besala to pierwszy pisarz, od którego miałam autograf, dlatego z wielką przyjemnością zgłosiłam się po następny. Wybór książki był prosty - Tyrani i błaźni zainteresowali mnie już jakiś czas temu (może to ten przystojniak na okładce wpadł mi w oko?). Autor był nieco zdziwiony faktem, że kobieta czyta tego typu książki (zresztą odniosłam wrażenie, że zdziwiony był także tym, że pojawiło się kilka osób, które chciały zdobyć jego autografy).
Z drugiego dnia Targów wróciłam zmęczona, obolała, biedna i cięższa o kilka pozycji:
W sumie wygląda to następująco:
Ogólnie targi uważam za udane, chociaż sobota zaskoczyła mnie tłumem ludzi i duchotą. Co ciekawe, w tym roku zebrałam znacznie mniej zakładek. Ceny były niższe niż w sklepach, chociaż nie powalały (w ubiegłym roku kupiłam dwie części Sagi księżycowej za 31 zł - pierwszą za 9 zł, a drugą za 22 zł, w tym roku nie widziałam podobnej promocji, a na dodatek panie przy stoisku nie bardzo orientowały się w cenach).
Czy polecam takie imprezy? Zdecydowanie tak. Można na nich dotknąć tysiąca książek, porozmawiać z autorami, poznać ciekawych ludzi, zmęczyć się i wydać wszystkie pieniądze. Szczególną uwagę proszę zwrócić na stoiska antykwariatów - ja byłam oczarowana!
A na deser moja biblioteczka:

"Konfrontacja" - Rhiannon Frater



Wydawnictwo: Vesper/In Rock
Liczba stron: 360

http://www.vesper.pl/produkty/konfigurator/search/246/search/3581

Rhiannon Frater zaczęła publikować w Internecie, gdzie zaciekawiła publiczność. Dopiero później zdecydowała się na wydanie książki. Trylogia „Zmierzch świata żywych” ukazała się w Polsce w 2013 roku dzięki wydawnictwu Vesper/In Rock. Druga część nosi nazwę „Konfrontacja”.

Kolejni uratowani z apokalipsy trafiają do Ashley Oaks. W forcie mogą żyć normalnie i bezpiecznie. Niestety, robi się coraz ciaśniej. Dla władz miasta jasne jest to, że czas najwyższy wejść do hotelu, który do tej pory stał zamknięty. Travis boi się jednak, że zombie, które kryją się w murach pensjonatu, mogą zaatakować. Gdy atmosfera robi się coraz bardziej nerwowa mężczyzna podejmuje decyzję – trzeba zacząć działać. Wraz z grupą ochotników wchodzi do hotelu, gdzie zastają grupę przemienionych w zombie pracowników. Udaje im się jednak opanować sytuację, mimo strat w ludziach. Jenni o włos udaje się wyjść z tego cało – spanikowani mężczyźni zostawiają ją w pokoju z dwoma żywymi trupami. Na szczęście kobieta radzi sobie z tą sytuacją. Także Katie ma problemy – żywy trup gryzie ją w ramię. Na szczęście nie dochodzi do zakażenia, ratuje ją gruba kurtka ze skóry. Gdy hotel zostaje oczyszczony rozbitkowie mogą w końcu zacząć żyć w dobrych warunkach. Jednak to nie koniec problemów – okazuje się, że Nerit przenosi się do fortu po tym, jak jej dom zaatakowali bandyci. Bezwzględni mężczyźni sieją spustoszenie w okolicach – gwałcą, zabijają, porywają kobiety i dzieci, są bezwzględni i groźni. A na dodatek upatrzyli sobie fort jako nowe miejsce do ich ekscesów.

Narracja śledzi głównie Katie i Jenni, chociaż także inne osoby mają swoje chwile w tej opowieści. Ocalałe cudem kobiety muszą poradzić sobie w nowych warunkach. Jenni zmienia się nie do poznania – z bitej i zastraszanej kury domowej w ponętną i seksowną kochankę Juana. Na dodatek odnajduje pasje – zabijanie zombie. Katie musi walczyć z opiniami, jakie słyszy na swój temat. Jest lesbijką, co nie podoba się wielu osobom. Na dodatek zaczyna coś czuć do Travisa…

Język jest prosty, dostosowany do okoliczności i czytelnika. Niekiedy pojawiają się przekleństwa w narracji, ale głównie dla podkreślenia myślenia niektórych bohaterów. Inne wulgaryzmy znajdziemy w dialogach, co dość często pasuje do ogólnego wyrażania emocji i nie przeszkadza. Myśli bohaterów są wykursywowane, co pomaga odnaleźć się w treści.

Minusem jest na pewno korekta – miejscami pojawiały się zdania, w których znalazłam wpadki. Nie były jednak poważne, a przy takiej objętości książki mogą one mieć miejsce i nie jestem zdziwiona.

Temat jest dość popularny – apokalipsa zombie, nowy świat, zgraja niedostosowanych do życia w społeczeństwie ludzi. Mimo wszystko zadziwiające jest to, że ludzie w forcie żyją tak jak dawniej – kochają się, biorą śluby, jedzą chipsy, mają psy, urządzają imprezy. Momentami czułam się nieco zdziwiona tym faktem, chociaż to może właśnie odróżnia tę serię od innych.

Moim zdaniem książka jest dość ciekawa. Nie odbiega zbyt daleko od wydarzeń, które zostały pokazane w pierwszym tomie. Kontynuowane są niektóre z wątków, pojawia się też wiele nowych – jak sprawa bandytów i pozbywania się z fortu ludzi niepożądanych dla społeczności.

Polecam szczególnie fanom gatunku. Jeśli lubicie serial The Walking  Dead na pewno książka wam się spodoba. Na dodatek głównymi bohaterkami są kobiety, co może być dodatkowym plusem tej opowieści.



Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Vesper/In Rock:


www.vesper.pl

"Córa Lechistanu" - Ewa Mazur



Autor: Ewa Mazur
Tytuł: Córa Lechistanu
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 148

http://zaczytani.pl/ksiazka/cora_lechistanu,druk

Ewa Mazur jest autorką powieści „Córa Lechistanu”. Książkę w 2014 roku wydało Novae Res.

Karina uwielbia las. Zna się na ziołach, które wykorzystuje do leczenia ludzi. Gdy jej ukochana matka zostaje powieszona, a reszta rodziny zabrana, nie chce czekać, aż i jej się coś stanie. Ucieka z domu i z kraju, ukrywa się w lesie. Tu napadają na nią mężczyźni. Dziewczyna nie może uwierzyć, że chłopak, z którym tak dobrze jej się rozmawiało, próbuje ją zgwałcić. Na szczęście udaje jej się uciec z rąk oprawców. Ratuje ją duszek, który jest jej opiekunem. Dziewczyna jest wykończona, ale udaje jej się wypić odrobinę wody. Zapomina jednak o tym, że jest ona trująca. Koszmary wywołane halucynogennym napojem sprawiają jej niesamowity ból psychiczny i fizyczny. Gdy udaje jej się wydobrzeć, zauważa, że już nie jest w lesie. Nagle budzi się w pokoju i nie wie, gdzie jest. Okazuje się, że przygarnęły ją dwie dobre kobiety, które starają się doprowadzić Karinę do ładu. Dziewczyna nie chce jednak odpoczywać, ma misję – musi uratować ojczyznę, o której dziś już nikt nie pamięta.

Pomysł na książkę jest oryginalny i ciekawy. Polska została podbita, zniknęła z pamięci i serc wielu ludzi. Nikt nie wie, kim był Mickiewicz. W tym świecie ostała się legenda, według której pojawi się ktoś, kto przywróci Polsce, a właściwie Lachii, dawną świetność. Taką osobą jest prawdopodobnie Karina. Na dodatek dziewczyna widzi duchy – nie tylko dusze zmarłych, ale też zjawy leśne, rusałki itd. To takie typowo polskie wierzenia, które zostały tu wetknięte – bardzo mądre posunięcie. Słowiańskość aż buzuje w tej pozycji!

Język jest dość intrygujący. Na początku miałam wrażenie, że książka będzie pisana ładnym, literackim językiem z wyższej półki. Niestety po kilku stronach narracja się zmienia. Opowieść ciągle snuje Karina, ale górę w niej bierze wojownicza nastolatka, a nie liryczna dziewczyna.

Dużym minusem jest także to, że momentami narracja wydawał się urwana – coś się działo i nagle przeskok i dzieje się zupełnie coś innego. Czas został zaburzony. Miałam problemy z nadążeniem za opowieścią. Na dodatek niekiedy główna bohaterka wydawał mi się niezrównoważona – krzyczała, gdy nie było to wskazane, odwracała się od rozmówców i uciekała… Nie było to zbyt mądre.

Plusem jest odwołanie się do tradycji i kultury polskiej – zarówno w sferze wierzeń jak i literatury. Widać to też w mentalności ludzi i poszanowaniu symboli. Widać, że autorka chciała pokazać w swojej pozycji manię polskości, którą ma większość naszego narodu. Czyniąc bohaterką nastolatkę niestety sprawiła, że gdzieś to trochę umknęło na dalszy plan, a na pierwszy wysunęły się problemy dorosłości. Dla mnie najbardziej widoczne były te momenty, w których dziewczyna myślała o miłości, życiu, marzeniach i pragnieniach. Owszem, znalazło się w tym wszystkim również walczenie o ojczyznę, ale nie tylko.

Książka średnio mi się podobała. Nie mogłam się w niej odnaleźć. Pomysł jest naprawdę interesujący, pozazdrościć należy autorce wyobraźni. Jednak wykonanie, moim zdaniem, pozostawia wiele do życzenia. Szkoda, bo mogło być naprawdę dobre dzieło z tego.

Komu polecam? Na pewno młodzieży, która nie wymaga od lektury aż tak wiele, jak ja. Tu znajdziecie przygodę, walkę, życie wędrowne, odrobinę magii i wiele innych rzeczy. Może przypaść wam do gustu.


Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Novae Res:
www.novaeres.pl


"Pierwsze dni" - Rhiannon Frater



Tytuł: Pierwsze dni
Wydawnictwo: Vesper/In Rock
Liczba stron: 350

http://www.vesper.pl/produkty/konfigurator/search/246/search/3628

Rhiannon Frater jest autorką cyklu „Zmierzch świata żywych”. Trylogia ukazała się w Polsce dzięki wydawnictwu Vesper/In Rock. W 2013 wyszła pierwsza część – „Pierwsze dni”.

Jenni jest świadkiem śmierci swoich synów – jej mąż zjada na jej oczach najmłodszego chłopca, a potem atakuje starszego, gdy ten staje w obronie matki. Przejeżdżająca obok jej domu kobieta postanawia ją uratować. Obie ruszają w drogę, nie bardzo wiedząc, gdzie może być bezpiecznie. W mieście wybucha prawdziwa epidemia – ludzie zjadają się nawzajem i powstają z martwych. Katie chce zabrać ojca z pracy, jednak dostaje od niego informację, że już za późno. Wraz z Jenni uciekają z miasta. Na bocznych drogach jest jeszcze w miarę spokojnie. Udaje im się zatankować i zebrać zapasy. Potem jednak muszą dalej uciekać. Zatrzymują się w sklepie z bronią, gdzie przemili ludzie zajmują się nimi. Chwila spokoju musi w końcu się skończyć – Jenni przypomina sobie o pasierbie, który jest niedaleko na obozie. Musi go ocalić. Katie pomaga jej, choć dla obu to trudna akcja. Na dodatek kończy im się paliwo. Muszą szukać miejsca, gdzie będą bezpieczne. Udaje im się dotrzeć do miasteczka, w którym mieszkańcy właśnie ukończyli budowę fortu. Czy tu uda im się zaznać namiastki normalności?

Trzecioosobowa narracja śledzi na zmianę Jenni i Katie. Ich opowieści przeplatają się, a gdy mamy do czynienia ze scenami z obiema kobietami, ich relacje się uzupełniają. To ciekawy zabieg, który sprawia, że bardzo dobrze czyta się tę książkę.

Prosty język, żywe dialogi z wulgaryzmami i wykursywowane myśli pozwalają wczuć się w atmosferę końca świata. Dobrym zabiegiem jest też opisywanie snów i myśli kobiet – bardzo dużo mówią one o ich kondycji psychicznej.

Zombie w tej lekturze są inne niż pokazuje je większość filmów. To szybkie i niebezpieczne stwory, które niekiedy nie wyzbywają się ludzkich cech. Niektóre zdają się nawet myśleć. Szybko się uczą i są wiecznie głodne.

Niektóre ze scen bywają drastyczne, inne są nieco naiwne. Taka mieszanka wcale nie przeszkadza, lecz harmonizuje całość opowieści. Dobrze się to czyta, emocje są wyważone.  Akcja zwalnia, by za chwilę przyspieszyć do maksimum. Idealna forma do tego typu powieści.

Znalazłam kilka wpadek związanych z redakcją tekstu. Jednak przy takiej objętości powieści nie są one zbyt rażące. Warto jednak o nich wspomnieć, by nie było tak kolorowo.

Autorka w kilku momentach podkreślała (poprzez usta swoich bohaterów), że zombie nie są „typowe”. Porównywała je z różnymi filmami, w których były powolne i głupie. Taka inność może dziwić, może też drażnić, jednak jest też dość intrygująca i sprawia, że stwory stają się nieobliczalne. 

Wielkim plusem jest postawienie na emocje – nie tylko te związane z żywymi trupami. Przede wszystkim chodzi tu o emocje związane ze stratą bliskich, poczuciem niebezpieczeństwa, nową sytuacją, końcem świata. Różne osoby przeżywały to różnie, autorka pokazała przekrój przez charaktery, co było niesamowicie interesujące.

Książkę czyta się błyskawicznie, temat jest interesujący, chociaż może kojarzyć się z serialem „The Walking Dead”. Przynajmniej ja miałam wrażenie, że niektóre z sytuacji są mi znane z tej serii.

Polecam fanom apokalips, fantastyki, zombie. Znajdziecie tu nie tylko te wszystkie smaczki, które znane są z tego typu pozycji, ale też dokładny opis przeżyć wewnętrznych ludzi wobec sytuacji zagrożenia. Przy okazji główne bohaterki radzą sobie zupełnie różnie nie tylko ze stratą bliskich, ale też zmianą życia, co dla wielu może być dodatkowym plusem powieści.


Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Vesper/In Rock:


www.vesper.pl


"Ruski ekstrem" - Boris Reirschuster



Autor: Boris Reitschuster
Tytuł: Ruski ekstrem
Tytuł oryginalny: Russki extrem
Wydawnictwo: Dom wydawniczy PWN
Liczba stron: 200


Boris Reitschuster jest niemieckim dziennikarzem i publicystą. Od 1999 roku mieszka w Moskwie, gdzie pracuje. W Polsce pojawiła się jedna z jego książek – „Ruski ekstrem”. Wydał ją Dom wydawniczy PWN.

Rosjanie to naród, w którym wszyscy mają komórki. Bez niej możesz okazać się wykluczony z towarzystwa i zmarginalizowany. Korzysta się z nich na każdym kroku – nawet w teatrze. Wygląda to dobrze, jeśli co jakiś czas odbierze się od kogoś połączenie. Ludzie wtedy cię poważają. Rosyjscy taksówkarze zedrą z turystów chore ceny. Przesądność jest powszechna. Kobiety są na drodze emancypacji. Często wyjeżdżają na Zachód, bo tam mogą znaleźć męża. Rosyjscy mężowie to takie duże dzieci – na zewnątrz twardzi, w domu podporządkowani swoim matkom. Nigdy nie pomagają w pracach domowych. By zwrócić na siebie uwagę przeklinają, chociaż nigdy w obecności kobiet, których najważniejszym świętem jest Dzień kobiet. Lekarze leczą, ale tylko gdy dostaną łapówkę, a i wtedy nie za dobrze. Dostają tak śmieszne pensje, że po prostu nie opłaca im się angażować w pracę. Łapówki są zresztą powszechne. Formalności załatwia się z trudem, podsłuchy wciąż są obecne w mieszkaniach, a lokatorzy muszą liczyć się z przeglądaniem poczty przez dozorcę. 

Rosyjska rzeczywistość opisana przez niemieckiego dziennikarza nie raz wydaje się groteskowa i nieprawdopodobna. Rosja to miejsce, gdzie czas zatrzymał się w jednym punkcie, dwadzieścia lat temu. Widać to w codziennych sprawach, które musiał załatwić narrator. Opisuje on to w nieco żartobliwy sposób, widać, że niektóre sytuacje nie robią już na nim wrażenia. Stara się jednak przypomnieć, jak przeżywał to wszystko za pierwszym razem, gdy trafił do Rosji.

Język jest ciekawy – niekiedy podszyty ironią, chociaż prosty i dostosowany do opowieści. Wielkim plusem są przypisy, które pojawiają się na dole strony i pomagają w rozszyfrowaniu wielu rzeczy, nie tylko słów, ale też historii Rosji i obyczajów.

Książka napisana została w przemyślany sposób. Opisuje różne dziedziny życia, daje przekrój przez różne sytuacje, które mogą spotkać nas w Rosji. Autor stara się, by pokazywać wszystko z pozycji „obcego”.

Dobrze bawiłam się przy tej pozycji. Poznałam nieco Rosję i zweryfikowałam niektóre z poprzednich opinii. Zbiór reportaży podobał mi się bardzo. Jak zawsze w serii „Bieguny” dostajemy dobrze wydaną lekturę, którą czyta się szybko, a tematy są interesujące. Nie zawsze jednak są one łatwe i lekkie, jednak ich wyważenie sprawia, że to naprawdę warta uwagi książka.

Komu polecam? Na pewno tym, którzy szukają interesującego reportażu. Warto zajrzeć i poznać inne spojrzenie na Rosję – spojrzenie kogoś, kto mieszka tam od kilku lat, choć pochodzi z zupełnie innego kraju i w wielu sytuacjach mógł poczuć się obco.

siążkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Dom Wydawniczy PWN: