Zagrajmy! – Timeline: Wynalazki, Frédéric Henry

Autor: Frédéric Henry
Tytuł
: Timeline: Wynalazki

Producent: Rebel
Wiek: 8+
Liczba graczy: 2-8

Sprawdź, jak dużo wiesz o wynalazkach. Czy pierwsza była żarówka czy korkociąg? Czy najpierw wynaleziono samochód czy szczepienia? Takie i inne dylematy staną przed tobą w rozrywce w Timeline: Wynalazki autorstwa Frédérica Henry.

Timeline: Wynalazki to gra karciana, w której każdy uczestnik otrzymuje na początku konkretną liczbę kart. Na środku stołu wykłada się jedną kartę, a potem zawodnicy muszą dokładać swoje, ustalając jednocześnie przedział czasowy wynalazków. Mogą przesuwać karty, by zrobić miejsce dla swoich. Na odwrocie każdego wynalazku jest informacja o dacie. W ten sposób uczestnik może zobaczyć, czy poprawnie podał rok.

Gra składa się ze 109 dwustronnych kart. Z jednej strony mamy wynalazek bez daty, z drugiej z datą. Karty są malutkie, więc łatwo pomieszczą się na stole nawet w przypadku długich ciągów. Są porządnie wykonane, a przekrój tematyczny wynalazków i odkryć jest naprawdę duży. Są tu wydarzenia historyczne, maszyny, narzędzia, ale też dzieła kultury. Niektóre pochodzą z odległych czasów, inne są nam bliższe.

Timeline: Wynalazki wcale nie polega na zapamiętywaniu dat, lecz na ocenie, które rzeczy zdarzyły się wcześniej lub później. Wymaga to pewnej dozy sprytu i szczęścia, a także logicznego myślenia. Niektóre lata powstania mogą zaskoczyć podczas rozgrywki. Rozpiętość tematyczna jest natomiast tak duża, że nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek był w stanie zapamiętać lata tylu wynalazków.

Bałam się trochę tej gry, bo jestem kiepska z historii i zupełnie nie mam pamięci do dat i wydarzeń. Bawiłam się jednak dobrze, bo okazało się, że to raczej gra dla ryzykantów, osób, którą lubią analizować. Wymaga skupienia i odwagi w strzelaniu. Dostarcza wiedzy i jest źródłem ciekawostek.

Jeśli lubicie gry, które czegoś uczą, musicie sięgnąć po Timeline: Wynalazki. Z tej serii wyszły jeszcze dwa tytuły, więc można zmieniać sobie rozgrywkę i dowiadywać się nowych rzeczy.

Brr, Susanna Soberg

Autor: Susanna Soberg
Tytuł: Brr
Pełny tytuł
: Brr. Jak zażywać zimnych kąpieli, aby wspierać cały organizm
Wydawnictwo
: Otwarte
Liczba stron: 216

Morsowanie w ostatnich latach zrobiło się popularne. Powstają grupy, które wspólnie wchodzą do zimnej wody, nie zważając na niską temperaturę, i cieszą się tym doświadczeniem. Zbawienne działanie dla organizmu tego typu zajęcia podkreślane jest przez lekarzy i badaczy, którzy wskazują, że zimne kąpiele redukują bóle, obniżają poziom stresu, a nawet są przyczynkiem do walki z otyłością i cukrzycą. O tym, dlaczego warto morsować i jak zacząć pisze w pozycji Brr Susanna Soberg.

Autorka podejmuje temat morsowania i brania zimnych kąpieli. W książce opowiada o tym, jak zacząć przygodę z tego typu rekreacją. Mówi o przygotowaniach i zachęca, ale nie zmusza. To dobrze, bo nie czujemy się atakowani jej pomysłami i radami. Zresztą w książce wiele jest przykładów z życia autorki – jak wspierała innych morsów i też podchodziła do nich z dużą empatią. Jej osobiste doświadczenia są bardzo cenne dla tej pozycji.

Wiele tekstu poświęcono na zaprezentowanie zalet morsowania. To dobrze, bo rzadko się o tym mówi, raczej skupiamy się na tym, że jakaś grupa „szalonych” ludzi wchodzi zimą do wody. Okazuje się, że kąpiele w chłodnej wodzie mogą redukować bóle stawów, obniżać poziom stresu, poprawiać krążenie krwi, a przede wszystkim zwiększać poziom endorfin i w ten sposób dawać nam dobre samopoczucie psychiczne. Są również ostrzeżenia – złe przygotowanie do morsowania może na przykład skończyć się atakiem paniki.

W książce znajdziemy też rozbudowany wątek brunatnej tkanki tłuszczowej. Przyznam, że nie bardzo mnie on zainteresował, bo nie dla niego sięgnęłam po tę pozycję. Miałam wrażenie, że wrzucono go na siłę, bo autorka ma coś do powiedzenia w tym temacie i koniecznie chce to zrobić. Wyjaśniła, jak łączy się to z morsowaniem, ale mnie kompletnie nie pasowało pojawienie się tego wątku w tej pozycji.

Temat morsowania jest ciekawy, ale książka jest naszpikowana powtórzeniami. Odniosłam wrażenie, że co kilka stron czytam o tym samym, powtarzane są te same argumenty, jakby zabrakło w tym wszystkim pomysłu na ułożenie treści. To mnie nieco zniechęciło do lektury. Myślałam, że będzie nieco bardziej uporządkowana ta treść, a w efekcie co chwilę autorka wracała do tego, o czym już pisała.

Brr to książka nie tylko dla osób, które morsują. To przede wszystkim poradnik dla tych, którzy chcieliby zacząć, ale nie wiedzą jak. Pozycja może przekonać ich do zbawiennego wpływu zimnych kąpieli. Jest też formą ciekawostki – dowiadujemy się nowych rzeczy o zjawisku, które jest coraz bardziej popularne. 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Otwartego.

 

Klejnoty ciotki Klotyldy, Frances Hodgson Burnett

Autor: Frances Hodgson Burnett
Tytuł: Klejnoty ciotki Klotyldy
Wydawnictwo
: Dobry Owoc
Czas trwania: 39 min

Elżunię wychowuje ciotka, która żyje w ubóstwie, ponieważ cały swój majątek poświęca na pomoc innym. Gdy ciotka umiera, młoda dziewczyna trafia pod opiekę krewnego. Stary kawaler prowadzi zupełnie inne życie niż zmarła ciotka. Lubi zabawy, trwoni majątek na przyjemności i nie angażuje się w pomoc ubogim. Elżunia postanawia, że poprosi go o pieniądze, które potem użyje w walce z ubóstwem w Nowym Jorku.

Klejnoty ciotki Klotyldy to krótka opowieść autorstwa Frances Hodgson Burnett – doskonale znanej z powieści Mała księżniczka czy Tajemniczy ogród. W wersji drukowanej opowieść ma nieco ponad dwadzieścia stron, w formie audiobooka niepełnie czterdzieści minut. Lektorką jest Magda Karel.

Opowieść to sentymentalna historia o dziewczynie, bardzo młodej, która chce pomagać innym. Tak została wychowana i nauczona. Pragnie walczyć z biedą, nie liczą się dla niej dobra materialne i majątek, chyba że jako forma pomocy. Dla Elżuni los ubogich jest bardzo ważny, przejmuje się nim do tego stopnia, że myśli te przyprawiają ją o białą gorączkę. Jednocześnie styl życia jej nowego krewnego stoi w sprzeczności temu, co dziewczyna zna, dlatego oburza ją brak zainteresowania biedotą ze strony kuzyna. Jest jednak zbyt nieśmiała, by zwrócić mu uwagę, a próby zdobycia pieniędzy są dla niej czymś niezwykle wstydliwym.

Słuchając tej pozycji, miałam wrażenie, że ma ona dwa główne cele. Po pierwsze ma zaprezentować niezrozumienie dla obu stron i ich stylów życia. Elżunia tylko wspomina w myślach o kuzynie i dziwi się jego zachowaniu, natomiast on jawnie mówi o tym, jak została wychowana i że nie podobają mu się na przykład jej stroje. Żadne z nich nie próbuje rozpocząć rozmowy, która mogłaby pokazać bolączki i pragnienia tej drugiej osoby. Drugim celem jest pokazanie dziewczyny, która mimo młodego wieku jest stara duchem. Nie do końca może chodziło o wyśmianie takiej postawy, ale miałam wrażenie, że jest ona nieco wyolbrzymiona. A może to po prostu odczucie osoby, która z tekstem zapoznaje się wiele lat po jego wydaniu?

Klejnoty ciotki Klotyldy czyta Magda Karel. Dobrze radzi sobie z tak krótkim tekstem, nie zanudza, ale sprawia, że chcemy wysłuchać wszystkiego do ostatniej sekundy. To dobrze, bo w przypadku tak niedługich nagrań często można się rozproszyć, a gdy ucieknie jakaś scena, możemy stracić całkiem sporo sensu i treści.

Książka była krótka i nie zapadła mi szczególnie w pamięć. Nie znałam tej opowieści wcześniej, więc cieszę się, że miałam okazję ją poznać, ale nie sądzę, bym miała do niej jeszcze powrócić.

Audiobooka wysłuchałam dzięki Audiotece.