"Jak pokonać Alzheimera" - Dr Bruce Fife



Liczba stron: 516

Dr Bruce Fife to autor ponad 20 książek na temat zdrowia. Jest popularnym badaczem leczniczych właściwości kokosa. W 2013 roku wydawnictwo Studio Astropsychologii wydało jego kolejną książkę – „Jak pokonać Alzheimera”.

Książka opisuje procesy, które zachodzą w ludzkim mózgu i ciele. Pokazuje, co ma wpływ na zdrowie mają czynniki takie jak środowisko fizyczne, stan uzębienia, leki, narkotyki, infekcje, czy toksyny. Autor pokazuje, że wiele chorób wynika z problemów, które bagatelizujemy. Niestety, ujawnia również informacje na temat tego, że choroby (tzw. choroby wieku starczego) mogą być pomylone z czymś zupełnie innym, ale mającym identyczne objawy w pierwszej fazie rozwoju, a mianowicie z cukrzycą. Jest jednak sposób, całkiem prosty – zmiana diety na bogatą w tłuszcze. Doktor pokazuje również jak można urozmaicić swoją dietę w produkty pochodzenia kokosowego, szczególnie w olej, który może zapobiec, a nawet cofnąć niektóre z chorób.

Książka jest niesamowicie ciekawa, naprawdę. Napisana takim językiem, by każdy mógł zrozumieć. Do tego na końcu znajdują się przepisy, które powinniśmy wykorzystywać, test sprawności umysłowej, licznik węglowodanów i spis leków, które powinniśmy odstawić. Sama książka naszpikowana jest przykładami z życia innych osób, które obrazują różne choroby i sposoby ich leczenia. Dodatkowo znajdziemy tu tabelki, które pokazują objawy chorób, ale też wyniki badań. 

Wielkim plusem książki jest przedmowa, którą napisał lekarz R. L. Blaylock. Wypowiada się on nie tylko pochlebnie na temat samej pozycji, ale też komplementuje dr Fife’a. Sam Fife jest niesamowitym pisarzem – sprawił, że książkę medyczną czytałam jak powieść. Bardzo dobrze pisze, podaje wiele przykładów i prowadzi narrację tak, by mimo trudnych nazw czytelnik nie odłożył lektury na półkę.

Treść jest prosta, ale ważna. Pokazuje nie tylko to, co możemy zrobić, ale też to na co powinniśmy uważać. Jeśli chcemy dbać o zdrowie, powinniśmy przeczytać tę pozycję. Przecież choroby tytułowe nie dotykają tylko starszych ludzi, coraz częściej trafiają się też młodzi, którzy narzekają na stan zdrowia. Jeśli nawet nie mamy wielu lat, to pozycja ta pomoże nam zadbać o swoją przyszłość, lub zasugeruje jak pomóc najbliższym, którzy cierpią.

Redakcja i korekta zrobiły tu świetną robotę, należą się brawa. Nie znalazłam błędów, książka jest wyczyszczona perfekcyjnie, mimo że było to na pewno bardzo trudne zadanie.

Komu polecam? Tym, którzy chcą dbać o zdrowie i dowiedzieć się, jak walczyć z chorobami. Czyta się naprawdę dobrze, możecie mi zaufać.

Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Studio Astropsychologii:
 

"Obca pamięć" - Dan Krokos



Autor: Dan Krokos
Tytuł: Obca pamięć
Tytuł oryginalny: False Memory
Wydawnictwo: Drageus
 Liczba stron: 335
Po dziesięciu latach pracy na stacji benzynowej Dan Krokos mógł skończyć studia i zacząć pisać. Jego debiut to wydana w Polsce w 2013 roku powieść „Obca pamięć”. Książkę opublikowało wydawnictwo Drageus.

Miranda budzi się w kompletnie obcym mieście. Nie wie ani jak się tu znalazła, ani kim jest. Pamięta jedynie jak się nazywa. Niestety, gdy próbuje uzyskać pomoc od policjanta w centrum handlowym wybucha panika i wszyscy uciekają. Pomaga jej obserwujący ją chłopak. Musi mu zaufać. Peter, bo tak ma na imię, zaprowadza ją do domu, gdzie Miranda dowiaduje się, że jest Różą – osobą, która została stworzona do siania paniki w tłumie. Wraz z trójką przyjaciół zostali wychowani jako przyszłe maszyny do zabijania. Okazuje się jednak, że nie są oni jedynymi Różami. Niestety, drugi zespół jest całkiem inny – tamci chcą wykonać swoje zadanie i zabić setki osób. Miranda wraz z przyjaciółmi musi zapobiec rozlewowi krwi i dowiedzieć się, kim naprawdę jest i po co właściwie została stworzona.

Książka to świetny przykład fantastyki. To istny powiew świeżości w książkach młodzieżowych. Nie ma tu wampirów, ani czarów – są za to ludzie i Róże. Róże mają dar, ale nie są ludźmi. Są wyhodowani jak kwiaty. I są niebezpieczni. By móc używać swej mocy muszą przyjmować leki na pamięć. A gdy w końcu wyzwalają swoją energię w otoczeniu unosi się zapach kwiatów.

Bohaterowie są dobrze skonstruowani. Miranda to silna dziewczyn, jednak niekiedy drażniło mnie, że się rozklejała w najmniej spodziewanym momencie. Bardziej pasowało mi to do jej przyjaciółki, Olive. Nie tak powinna zachowywać się maszyna do zabijania. Chłopcy – Peter i Noah – to kompletne przeciwieństwa. Pierwszy jest dojrzałym przywódca, drugi – zakochanym idealistą.

Język powieści jest prosty, dialogi świetne, a narracja pierwszoosobowa to strzał w dziesiątkę. Mimo, że Miranda ma dar, jest też nastolatką – ma problemy z chłopakiem, martwi się o przyjaciółkę i ma rozterki sercowe. Ma też uczucia – boi się, złości i rozczula. Bardzo wielkim zaskoczeniem było dla mnie odkrycie, że narracja jest pisana w czasie teraźniejszym. Zabieg jak najbardziej udany, gdyż miałam wrażenie, że śledzę Mirandę na każdym jej kroku, a to co czytam, dzieje się gdzieś teraz, obok mnie.

Tylko czasem miałam problem za nadążeniem za akcją, która jest wartka. Opisy pojawienia się Róż są rozbudowane i często musiałam na chwilę przerwać, by zrozumieć o co chodzi. Nie mniej jest to logiczne i po skończeniu książki wszystko wydaje się być jasne i oczywiste.

Plusy to zdecydowanie dobrze wykreowany świat. Podoba mi się, że jest to coś nowego, nie powiela schematów. To nowy wymiar fantastyki, który należy docenić.

Minusy? Nie znam. Akcja jest wartka, postaci świetne, wątki poboczne interesujące. Błędy? Tak, są. Dwa. Raz zjedzona litera, dwa – brak kropki. To wszystko, co znalazłam. Mogę zarzucić jedno książce – brakuje mi niekiedy wyjaśnienia, kto właśnie się wypowiada. 

Książka wciąga od pierwszej strony. Gdy zaczęłam współpracę z wydawnictwem znalazłam na ich stronie zdanie - Nie możesz się doczekać, żeby przekręcić kartkę? – pomyślałam, że to niemożliwe, by książka aż tak pochłaniała. A potem wzięłam do ręki „Obcą pamięć” i… przepadłam. Faktycznie śledziłam zdania tak szybko, by móc przekręcić kartkę.

Komu polecam? Wielbicielom fantastyki. Spodoba wam się to nowe spojrzenie na temat. Również tym, którzy szukają czegoś innego, nowego. Książka jest dowodem na to, że debiut może być udany. Jest też przykładem, jak w gatunku obecnie bardzo popularnym znaleźć lukę i ją wypełnić czymś całkowicie odmiennym. Bardzo dobra pozycja. 

Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Drageus:

"Sushi i cała reszta" - Michael Booth



Wydawnictwo: Carta Blanca
Liczba stron: 347
 

Michael Booth to dziennikarz i pisarz, zajmujący się zwiedzaniem świata i poznawaniem nowych smaków kulinarnych. Jego książka na temat podróży do Japonii została wydana w 2013 roku przez Carta Blanca, dział Domu Wydawniczego PWN.

„Sushi i cała reszta” to opowieść o tym, jak autor wraz z rodziną postanawia przez pewien czas zmienić klimat z francuskiego na japoński. Zwiedzając Japonię skupiają się głównie na poznawaniu nowych smaków – przecież Kraj Kwitnącej Wiśni to nie tylko sushi. Nowe dania poznają m.in. w programie kulinarnym, w oazie sumo, na stacji kolejki i restauracjach. Michael nie boi się próbować nowości – zjada różne rzeczy, o których ja nie tylko nie słyszałam, ale też nie wiedziałam, że można je w ogóle jeść. 

Książka to świetny przykład reportażu. Krótkie rozdziały opisują zarówno poważne jak i zabawne sytuacje z życia autora-narratora. Wraz ze zmianą miejsca zamieszkania, zmieniają się smaki i potrawy, które próbuje nam przybliżyć za pomocą licznych opisów. 

Poza tematami kulinarnymi pojawiają się też wątki kulturowe. Mamy tu różnorodne miasta z ich różnorodną kulturą, którą niby mimochodem podkreśla autor. Dlatego przyjemnie czyta się o zawodnikach sumo, którzy wcale nie jedzą słodyczy, lecz odżywiają się nad wyraz zdrowo. Oprócz ich menu poznajemy też krótką historię zawodów, a także kariery niektórych z nich.

Michael jest szczerym narratorem. Przyznaje się nieraz do swoich błędów i bez zażenowania mówi o wpadkach zarówno kulinarnych jak i kulturowych. Pierwszoosobowa narracja odkrywa przed czytelnikiem jego myśli, nie tylko zachowania. 

Wielkim plusem jest język. Michael pisze prosto, tak by każdy zrozumiał. Przy okazji jego styl ma nieco pamiętnikarski wydźwięk, jest bardzo szczegółowy. Bardzo mało tu dialogów, za to dużo nowych nazw, które wytłumaczono albo w nawiasach, albo w treści, albo w przypisach. Sprytny pomysł, ułatwiający czytanie. Przy okazji są one wyróżnione w tekście kursywą, a na końcu książki znajduje się słowniczek, w którym możemy przypomnieć sobie poszczególne słowa.

Kolejny plus to idealnie wyczyszczony z błędów językowych tekst. Nie znalazłam ani jednego wyrazu, który byłby źle napisany, ale może to zasługa treści, która tak mnie wciągnęła, że nieco mniej zwracałam uwagę na tego typu potknięcia.

Książka jest niesamowicie ciekawa. W serii „Bieguny” wychodzą bardzo dobre pozycje, nie mniej ta jest moim zdaniem wyjątkowa. Zdziwiłam się, że kuchnia japońska jest aż taka bogata. Moja ignorancja w stosunku do niej została wystawiona na pośmiewisko i teraz wiem, że warto zainteresować się bardziej tym, co je się w Kraju Kwitnącej Wiśni.

Polecam tym, którzy lubią podróże, albo tym, którzy uwielbiają gotować. Bardzo dobrze się czyta. Jeśli nie jesteście przekonani, uwierzcie, że można się przy tej pozycji bardzo dobrze bawić. Na pewno spodoba wam się narrator, który jest przeuroczy, ma wielką wiedzę i zwariowaną rodzinkę. Urzekną was jego opowieści, tak jak urzekły mnie.


Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Dom Wydawniczy PWN:

"Zeszyt z aniołami" - Monika Madejek


Wydawnictwo: Zyska iS-KA
Liczba stron: 160

Monika Madejek zadebiutowała na polskim rynku pozycją „Zeszyt z aniołami”, wydaną w 2013 roku przez Zysk i S-ka.

Książka opowiada o losach Kajtka. Kajtek wie, że jak dorośnie będzie Kajetanem, ale na razie jest dzieckiem i w ogóle się tym nie martwi. Chodzi do szkoły, ma troje przyjaciół i dwójkę rodzeństwa. Jego tata jest listonoszem i agentem ubezpieczeniowym, a mama zajmuje się wychowaniem maleńkiej Kasi i gotowaniem. Pewnego dnia Kajtek dostaje dziwną pracę domową – ma przez dwa miesiące prowadzić dziennik, którego pani i tak nie sprawdzi! Kusi go jednak wizja napisania w przyszłości autobiografii, dlatego z chęcią opisuje swoje przygody. A tych ma całe mnóstwo! Oczywiście w większości towarzyszą mu przyjaciele – Adaś, jego siostra Anka i Beti, która jest typową chłopczycą i każe do siebie mówić Sławek. Kajtek lubi spędzać z nimi czas, dlatego często jedzą razem obiady, albo wybierają się na spacery. Odwiedzają nawet babcię chłopca, ale ta nie ma dla nich czasu… Za to mama Kajtka zdaje się mieć nie trójkę, a szóstkę pociech w domu. Dzieci urządzają przedstawienie na Dzień Matki, a także potajemną zbiórkę pieniędzy na aparat dla ukochanej mamy. Zarabiają pieniądze u zaprzyjaźnionego małżeństwa, pomagając w pracach w ogrodzie. Dodatkowo mają wiele pomysłów, jak urozmaicić sobie czas.

Książka jest pisana w formie dziennika. Narracja jest pierwszoosobowa, pojawiają się też dialogi. Kajtek to uważny obserwator, który zachowuje jednak cechy dziecka. Nie zawsze wie, co zrobił źle, nie rozumie też niektórych spraw dorosłych. Mimo wszystko jak na swój wiek jest bardzo dojrzały. Rzadko mówi o swoich uczuciach i emocjach, ale bardzo dobrze opisuje wszystko, co dzieje się wokół. Jest przy tym szczery i zabawny. To bardzo dobrze wykreowana postać. 

Głównym tematem jest oczywiście życie Kajtka. Są tu jednak też wątki poboczne, na które warto zwrócić uwagę. Bardzo silnie zarysowuje się aspekt kulinarny – do tego stopnia, że w książce nie tylko pojawiają się liczne opisy i historie gotowania, ale też przepisy. Dodatkowym motywem, który mi osobiście bardzo przypadł do gustu, jest temat starości. Babcia Kajtka to niezła osóbka, a i pani Aniela jej dorównuje. No i piękny wątek przyjaźni, w tym przyjaźni damsko-męskiej. Nie można też zapominać o relacjach rodzinnych, które tu są wręcz niesamowicie uwydatnione!

Formułując dalsze zachwyty, muszę wspomnieć o ilustracjach Ewy Beniak-Haremskiej. To czarno-białe rysunki, dopasowane do tematu ze strony, niby proste, ale cieszą oko. Początkowo myślałam, że brak koloru będzie minusem, pod koniec książki zrozumiałam, że byłam w błędzie. Rysunki są śliczne i zabawne.
Plusem na pewno jest temat. Drugim, który muszę przyznać, jest forma – dziennik to super pomysł. Mały minus za nieco zbyt dorosłego narratora. I kolejny za wpadkę z datą – 2 maja dzieci poszły do szkoły… Nie jestem przekonana, czy to moja niewiedza, czy może błąd autorki, ale wydaje mi się, że weekend majowy zazwyczaj wlicza w siebie 2.05.

Książka podobała mi się niesamowicie. Śmiałam się, dziwiłam, zachwycałam… Niestety, widać, że autorka wychowała się w innych czasach (bardzo podobnych do moich!), bo dzieci w książce nie przesiadują przed komputerem, ale biegają po podwórku, same z siebie pomagają dorosłym, są życzliwe i nie kantują w szkole! Zachwycające i nieco wyidealizowane, ale podoba mi się to.

Komu mogę polecić książkę? Na pewno rodzicom, którzy szukają lektury dla pociech. Starsi też znajdą tu coś dla siebie – humor i nostalgię za dzieciństwem. Pozycja bardzo dobra, zachęcam.

 Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Zysk i S-KA: