Kocie ścieżki. Skandynawia i Finlandia, Jolanta Jaworska

Autor: Jolanta Jaworska
Tytuł
: Kocie ścieżki. Skandynawia i Finlandia
Wydawnictwo
: Mamania

Lumikki (fiń. Śnieżka) to kot, który oprowadza nas po Skandynawii i Finlandii, zapoznaje z kulturą, obyczajami i językiem ludzi zamieszkujących te strony. Wędrujemy wraz z nim przez lasy, czujemy ducha wikingów, podążamy śladami trolli. Przede wszystkim jednak przyswajamy obce zwroty, dostajemy masę ciekawostek, zdobywamy informacje geograficzne, historyczne i podstawowe dane na temat każdego z krajów.

Kocie ścieżki Jolanty Jaworskiej to seria książek skierowana do młodych odbiorców. Jej bohaterami są koty, które oprowadzają czytelników po różnych miejscach na świecie. Pierwsza część jest poświęcona Japonii. Tym razem natomiast autorka zabiera nas w podróż po Skandynawii i Finlandii, która choć nie należy oficjalnie do regionu o tej nazwie, to kulturowo jest mu bliska.

Z książki możemy dowiedzieć się bardzo wielu ciekawych informacji. Przede wszystkim każdy z krajów skandynawskich oraz Finlandia zostały krótko scharakteryzowane. Autorka serwuje również kilka zwrotów w językach skandynawskich. Jest też opowieść o tym, co najbardziej się nam kojarzy z tym regionem, czyli o wikingach i o śniegu. Dużo tu ciekawostek, szczegółów, a wszystko podane w przyjemnej formie graficznej.

Ilustracje odgrywają w książce znaczącą rolę. Należy pamiętać, że pozycja skierowana jest do młodego odbiorcy, dlatego rysunki mają znaczenie. Oprócz kadrów pokazujących krajobrazy mamy też sporo scen z kotem w roli głównej. W końcu to on jest naszym przewodnikiem. Wszystko ma miękkie, delikatne i nieco baśniowe linie. Nic nie jest jednak udziwnione postacie czy zwierzęta są przedstawione realistycznie, z zachowaniem naturalnych proporcji. Kolory są delikatne, nie ma tu ostrych barw.

Kocie ścieżki. Skandynawia i Finlandia to pozycja interesująca. Nie jest do końca ani tytułem popularnonaukowym, ani opowiadaniem. To miks tych dwóch gatunków, co wypada bardzo dobrze, szczególnie gdy pamiętamy, że to książka dla dzieci. Kot w roli narratora i przewodnika to fenomenalny pomysł – nadaje lekturze pewną lekkość. Styl autorki jest przyjemny, swobodny, ale nie infantylny. Jaworska przekazuje informacje w formie opowieści, które lepiej zapadają w pamięć niż suche fakty. To duża zaleta, szczególnie w przypadku tego typu pozycji.

Książka jest ciekawa i bardzo ładnie wydana. Przyznam, że było to moje pierwsze spotkanie z tą serią i bawiłam się dobrze. Wiem, że czytelnicy zachwycają się pierwszym tomem o Japonii – każdy, kto czytał tę pozycję, polecał mi ją. Na pewno poszukam tej książki i zabiorę się za czytanie oraz oglądanie jej pięknego wnętrza, bo czuję, że dostarczy mi ona nie tylko ogromu ciekawostek, lecz także frajdy z podziwiania kadrów w japońskiej stylistyce.

Dla kogo jest ta książka? Dla miłośników kotów, fanów Skandynawii i amatorów ciekawostek. To książka dla małych odkrywców, czytelników ciekawych świata i osób, które lubią podróżować – nawet palcem po mapie. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć. Książka skierowana jest do dzieci, ale i dorośli będą zachwyceni lekturą.

Książkę przeczytałam dzięki Wydawnictwu Mamania.


 

Z ogniem we krwi, Kat Delacorte

Autor: Kat Delacorte
Tytuł: Z ogniem we krwi
Tytuł oryginalny: With Fire In Their Blood
Wydawnictwo: Insignis
Liczba stron:
440

Lilly wraz z ojcem przeprowadza się do włoskiego Castello. Szybko się dowiaduje, że w mieście trwa walka klanów dzielących jego teren na pół. Wszystkim rządzi tajemniczy przywódca, który za wszelką cenę próbuje utrzymać miasto w ryzach. Okazuje się, że ma to związek ze Świętymi, którzy w przeszłości doprowadzili do tragedii. Przez nich każdy mieszkaniec musi co miesiąc poddawać się testom krwi, aby potwierdzić, że nie posiada nadprzyrodzonych mocy mogących sprowadzić na miasto niebezpieczeństwo.

Z ogniem we krwi Kat Delacorte to pierwszy tom serii pod tytułem Skeleton Keepers z gatunku fantastyki młodzieżowej. Główną bohaterką i jednocześnie narratorką jest nastoletnia Lilly, która po śmierci matki przeprowadza się wraz z ojcem do małego miasteczka. Dziewczyna od razu zauważa, że w tym miejscu dzieje się coś dziwnego – obowiązkowe badania krwi, szepty na temat tajemniczych Świętych, a do tego zmiana w zachowaniu jej ojca sprawiają, że nastolatka nie wie, jak się odnaleźć w nowej rzeczywistości.

Fabuła koncentruje się na życiu Lilly w Castello, które nie jest jednak typową miejscowością. Po pierwsze wszędzie czuć atmosferę grozy z powodu sprawowanej tu władzy oraz niecodziennych zachowań ludzi zdających się tkwić w niezdrowym kulcie nienawiści wobec Świętych. Po drugie bohaterka odkrywa w sobie moce, które wiążą się z tym miasteczkiem, choć wcześniej nie miała o nich pojęcia. Po trzecie Lilly i pewien chłopak zaczynają do siebie lgnąć, jednak wcale nie z powodu uczucia, które nagle między nimi wybucha, ale czegoś zupełnie innego. Dodajmy do tego nietypowe zachowanie ojca, który odtrąca dziewczynę, wciąż jest nieobecny, a gdy w końcu udaje im się spotkać, nie chce z nią rozmawiać o swojej pracy i przeprowadzce.

W powieści pojawia się ciekawy wątek nadprzyrodzony. Dotyczy on mocy posiadanych przez Świętych, którzy zostali uznani za niebezpieczeństwo dla miasta. Jednak – jak zawsze – każda historia ma dwie strony medalu i nie wszystko jest czarno-białe. W książce nie zabrakło też miejsca na wątek uczuciowy, ale jest on chaotycznie poprowadzony, jakby bohaterka nie potrafiła się zdecydować, kto wpadł jej w oko. Nawet potencjalny wróg zdaje się być nią zainteresowany, co wypada kiepsko i nieprawdopodobnie.

Według mnie treść książki jest zagmatwana i to wcale nie z powodu mnogości wątków czy zwrotów akcji. Brakuje w tym wszystkim głębi, wytłumaczenia pewnych kwestii, rozwinięcia postaci i tematów. Przez to w trakcie czytania czułam się zagubiona i miałam poczucie, że niektóre wątki zostały potraktowane po macoszemu byle tylko zaistniały w fabule. Do treści wkradł się chaos, przez który lektura nie była dla mnie przyjemnością. Spodziewałam się dobrej fantastyki młodzieżowej, bo temat Świętych brzmi ciekawie, ale się przeliczyłam. Na dodatek fabuła szybko uleciała mi z głowy i obawiam się, że lektura kolejnej części będzie dla mnie trudna ze względu na luki w pamięci.

Z ogniem we krwi ma potencjał, ale zdecydowanie coś tu nie wyszło. Zabrakło mi uporządkowania, logicznego wyjaśnienia oraz domknięcia wątków. Główna bohaterka jest niemal przezroczysta, dlatego nie mogę wiele o niej powiedzieć. Liczę na to, że kolejny tom naprawi błędy tej części i zaoferuje nam lepszą fabułę.

Książkę poznałam dzięki wydawnictwu Insignis.

 

Pan Śnienia – Sandman


Sen, władca opowieści, zostaje złapany przez Burgesa, który więzi go w specjalnym więzieniu. Sen znika na wiele lat, dlatego jego królestwo zaczyna upadać. Gdy w końcu udaje mu się wydostać na wolność, ma wiele zadań do zrobienia. Po pierwsze musi uratować Śnienie, a potem spotkać się z rodzeństwem i wykonywać dalej swoje zadania.

Sandman to serial na podstawie komiksów Neila Gaimana. Pierwszy sezon miał dziesięć odcinków, a jakiś czas po premierze na Netflixie pojawił się dodatkowy dwuczęściowy odcinek. W serialu zobaczymy Toma Sturridge’a, Masona Parka, Donnę Preston, Kirby Howell-Baptiste, Viviennę Acheampong, Boyda Holbrooka, Gwendoline Christie, a także Charlesa Dance’a i Davida Thewlisa.

Serial ma główną oś fabularną skupioną wokół Snu. Poznajemy go w momencie, gdy zostaje schwytany, a potem obserwujemy jego losy w Śnieniu, gdzie po wielu latach wraca. W międzyczasie okazuje się, że z powodu jego braku ludzie zaczęli zapadać na dziwną przypadłość, która nie pozwoliła im się obudzić. Jednak to nie jedyny problem, bowiem po świecie grasuje zbiegły Koszmar, którego należy ujarzmić.

Wątki poboczne tworzą szeroki przekrój przez tematykę. Najbardziej zapadający w pamięć jest chyba motyw z Johnem Dee, który trafia do małej knajpki i tam postanawia sprawdzić, jakie namiętności siedzą w głębi ludzkich dusz. Każda z nich staje się coraz bardziej mroczna i prowadzi do kolejnych tragedii. Dodajmy jeszcze do tego ciekawie przedstawiony, choć krótki, motyw Śmierci, siostry Snu. Zabiera ona brata na krótki spacer, podczas którego pokazuje, czym się zajmuje. Jest empatyczna i ciepła, nie przypomina mrocznej i bezwzględnej pani, która chodzi z kosą i zabiera dusze śmiertelnych do czyśćca.

Jeśli chodzi o obsadę to warto zwrócić uwagę na kilka postaci. Sen zagrany przez Sturridge’a jest cichy, spokojny, tajemniczy. Jego wypowiedzi są krótkie, ma monotonny i senny głos. Lucyfer to zaskoczenie dla wielu widzów, bo gra go Gwendoline Christie, która wizualnie nie pasuje do tej roli, ale jest przekonująca i po pierwszych minutach jej gry nie mamy wątpliwości, że był to udany wybór/ Oprócz tego podobał mi się David Thewlis, który pokazał studium szaleństwa, a także Boyd Holbrook, który od dawna przekłuwa mój wzrok, ilekroć pojawi się na ekranie.

Sandman jako adaptacja komiksów nie był łatwym zadaniem dla twórców, ale moim zdaniem podołali. Oglądało się to przyjemnie, choć czasem nużące były wynaturzenia samego Snu. Może monetami brakowało nieco akcji, ale to nie wina twórców.