Zabójczy deszcz – The Rain


W Danii zaczyna padać deszcz, który powoduje bolesną i szybką śmierć ludzi. Simone, Rasmus i ich rodzice uciekają z miasta i zaszywają się w bunkrze, który należy do firmy, w której pracuje dr Fredrik. Tu są bezpieczni. Ojciec musi opuścić rodzinę, by poszukać pomocy, a matka przypadkowo wystawia się na deszcz i umiera. Od tej chwili rodzeństwo zostaje samo, muszą radzić sobie we dwójkę. Nigdy jednak nie zwątpili w to, że ojciec po nich wróci.

The Rain to duński serial Netflixa. Pierwszy sezon ma osiem odcinków po około 40 minut. W serialu zobaczymy Albę August, Lucasa Lynggaarda Tonnesena, Mikkela Folsgaarda, Lukasa Lokkena, Jessicę Dinnage, Sonny’ego Lindberga i Angelę Bundalovic.

Serial opowiada losy rodzeństwa, które po kilku latach w zamknięciu w końcu opuszcza bunkier i na swojej drodze spotyka grupę ocalałych. Wspólnie postanawiają, że muszą wydostać się ze strefy. Tylko tak mogą odnaleźć ojca Simone i Rasmusa, który na pewno im pomoże. By do niego dotrzeć, a nie wiadomo nawet, czy jeszcze żyje, będą musieli pokonać wiele przeciwności w postaci ludzi, braku schronienia i jedzenia.

Podróż i sposoby na przeżycie niby są głównymi tematami, ale pojawia się też sporo wątków pobocznych, na które warto zwrócić uwagę. Po pierwsze relacja rodzeństwa – Simone chce chronić brata, on jednak nieco się buntuje, jest już prawie dorosły, nie potrzebuje, by ktoś mu matkował. Po drugie – pierwsze miłości, przyjaźń, poświęcenie się dla innych, zaufanie, ale też rywalizacja o względy innych. Po trzecie kwestia tajemniczego deszczu – bohaterowie widzieli jego skutki, ale nie wiedzą, skąd się wziął, dlaczego jest szkodliwy. 
 
© Miso Film, źródło
Serial ma świetną ścieżkę dźwiękową. Muzyka oddaje klimat scen, a postapokaliptyczną atmosferę podkreślają też scenografie i kadry, które mają nieco przydymione kolory. Nie ma soczystych zieleni, jaskrawych barw, świetnie to wygląda. Sam pomysł na scenariusz też nie jest zły – tajemnicza plaga zdziesiątkowała populację, ocalali walczą o jedzenie, schronienie i wszelkie dobra, są też grupy, które założyły własny kult, no i oczywiście niebezpieczne patrole, które nie zawahają się zabić ludzi. 
 
Netflix, źródło
Niestety jest też wiele minusów w tym serialu. Po pierwsze bohaterowie – papierowi, bez emocji, mimo że przedstawia się ich osobiste historie, nie da się z nimi zżyć, bo ich rozwój zatrzymał się gdzieś w późnym dzieciństwie. Nie mają wyobraźni ani refleksji nad tym, co robią. Nie bardzo potrafią sobie poradzić w czasach, w jakich przyszło im żyć. Zamiast trzymać się razem, współdziałać, nie dopuszczać do niebezpiecznych sytuacji, zachowują się nielogicznie. Simone chodzi po mieście i krzyczy, jakby nie wiedziała, że ktoś może ją zaatakować. Jest naiwna. Rasmus woli umrzeć niż żyć w świecie, gdzie nie ma bliskiej mu osoby. Zachowuje się jak rozwydrzony pięciolatek, który nie dostał cukierka i robi wszystko na złość rodzicom. W ogóle bohaterowie zamiast o przetrwaniu myślą o miłostkach. 
 
Netflix, źródło
Po drugie zarzutem jest też to, że scenarzyści obdarzyli bohaterów ogromnymi brakami w sztuce przetrwania. Czy duńska młodzież nie ogląda filmów o apokalipsie? Nie czyta książek tego typu? Zachowują się tak, jakby nie wiedzieli nic o świecie. Bez problemu podchodzą do obcych, wierzą w dobre serca napotkanych ludzi, a dla każdego niemal widza jasne jest, że czeka ich z tego powodu wiele nieprzyjemności. Nie było dla mnie zaskoczeniem, gdy działo się coś złego, wręcz przeciwnie – dziwiłam się, że dzieje się tak mało złego, skoro sami aż się prosili o kłopoty.

The Rain miał być ciekawym serialem postapokaliptycznym, a okazał się obrazem dla młodzieży, w którym najważniejsze są związki, kłótnie rodzeństwa i jakieś głupoty zamiast przetrwania. Bardzo mnie rozczarował.

Moje serce w dwóch światach, Jojo Moyes


Autor: Jojo Moyes
Tytuł: Moje serce w dwóch światach
Tytuł oryginalny: Still me
Wydawnictwo: Między słowami
Liczba stron: 508

Lou przeprowadza się do Nowego Jorku, gdzie ma zacząć nową pracę. Ponownie wcieli się w rolę towarzyszki, tym razem jednak nie będzie zajmować się niepełnosprawną osobą, lecz żoną bogacza, która nie jest lubiana w towarzystwie. Nowe miejsce, nowi ludzie i nowe zasady, a wszystko z daleka od domu i ukochanego. Na dodatek w Nowym Jorku Lou wpada na mężczyznę, który wygląda zupełnie jak… Will. Czy tajemniczy nieznajomy sprawi, że związek na odległość zacznie przeżywać kryzys?

Moje serce w dwóch światach to trzecia powieść Jojo Moyes o Lou Clark. Główna bohaterka i narratorka jednocześnie przeniosła się do Nowego Jorku i właśnie tu przez większość książki rozgrywa się akcja. To zupełnie inny świat, o czym przekonuje się nie tylko Lou, lecz także czytelnik.
Główna bohaterka niewiele się zmieniła. Owszem, niedawne wydarzenia sprawiły, że nieco inaczej patrzy na świat, jednak to nadal ta sama, sympatyczna, przebojowa i zakręcona dziewczyna, która uwielbia modę. Jest otwarta na nowości i chce „ruszyć z miejsca”, postanawia więc przyjąć pracę na drugim końcu świata i podchodzi do niej z dużym optymizmem. Ma dobre chęci i nie zraża się, mimo że nie jest łatwo. Tęskni za ukochanym, domem, a ludzie, których spotyka, nie zawsze są dla niej mili, chociaż nawet jej nie znają. 

W powieści znajdziemy dwa główne temat – pierwszy dotyczy nowej pracy Lou, drugi – tego, jak radzi sobie ze wszystkim, co zostawiła w Anglii. W Nowym Jorku ma zostać asystentką zamożnej kobiety. Agnes jest drugą żoną pana Gopnika, wcześniej była masażystką, przyjechała do Stanów z Polski. Jest młoda, ładna, ale nie pasuje do towarzystwa, w jakim obraca się jej mąż. Przez to, że jest „tą drugą”, traktuje się ją jak gorszą, a mąż zdaje się nie zauważać, że Agnes cierpi. Zadaniem Lou jest dotrzymywanie jej towarzystwa, dbanie o dobry humor i samopoczucie. 

Drugim tematem jest funkcjonowanie w nowym miejscu. Praca to tylko jedna z nowych rzeczy w życiu Lou. Dziewczyna próbuje utrzymać dobre relacje z ukochanym, choć nie jest to łatwe, gdy dzieli ich tyle kilometrów. Rozmowy bywają trudne, dzielenie się sekretami i codziennymi sprawami jest praktycznie niemożliwe. Lou się jednak nie poddaje, zaciska zęby, stara się nie marudzić i nadal wierzy, że związek z Samem ma szansę przetrwać tę rozłąkę.

Są w tej powieści rzeczy bardzo boleśnie prawdziwe. Po pierwsze sprawa Agnes. Zarówno Lou, jak i czytelnik wczuwają się w sytuację kobiety, widzą, że jest jej ciężko, jednak w miarę upływu czasu zaczynamy zdawać sobie sprawę, że każdy kij ma dwa końce i nie zawsze wszystko jest czarno-białe. Pod drugie obserwowanie Lou i Sama przynosi wiele przemyśleń nie tylko na temat relacji na odległość, lecz także związków jako takich. Po trzecie wreszcie pokazano w książce usilne próby dążące do zmiany Lou w kogoś innego, kogoś, kto będzie pasował innym, nie jej samej. To zadziwiające, jak inni starają się stłamsić w dziewczynie to, co w niej najlepsze.

W powieści są momenty zaskakujące, które sprawiają, że oczy wychodzą z orbit, ale nie są to wątki przesadzone, wypadające sztucznie. Są też fragmenty przewidywalne, które niczym nas nie zadziwią. A jednak całość skomponowana jest naprawdę dobrze, wygląda prawdziwie, przez co czyta się z ogromną przyjemnością. Nie mogłam się oderwać od książki, a już po pierwszych stronach zdałam sobie sprawę, jak bardzo tęskniłam za Lou, tą nieco zwariowaną, uroczą dziewczyną, która ma w sobie ogromne pokłady dobroci.

Moje serce w dwóch światach to chyba najlepsza część o przygodach Lou. Jest zupełnie inna niż poprzednie – nie tak romantyczna i nie tak smutna, ale to dobrze. Ma w sobie pewien powiew świeżości, który sprawia, że nie można się oderwać od czytania. Serdecznie polecam.

Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Między słowami:
 

24 godziny i będziesz martwy – Ładunek


Tajemnicza choroba pustoszy ziemię. Ugryzieni przez zarażonych mają jedynie dobę, nim sami staną się potworami rządnymi mięsa. Andy i jego żona za wszelką cenę unikają zagrożenia, muszą się pilnować, ponieważ mają dziecko, którym powinni się zająć. Niestety, kobieta zostaje zarażona, a potem zaraża też Andy’ego. Teraz mężczyzna musi zrobić wszystko, by zapewnić dziecku opiekę.

Ładunek to film Netflixa, który premierę miał w 2017 roku. W obrazie zobaczymy Martina Freemana, Simone Landers czy Susie Porter. Pojawiają się też Anthony Hayes, Caren Pistorius i Kris McQuade.

Głównym bohaterem filmu jest Andy. Całkiem nieźle dawał sobie radę do tej pory, zamiast na lądzie, spędzał czas na łodzi, gdzie mógł wraz z małżonką wieść w miarę dobre i bezpieczne życie. Po ugryzieniu ma jeden cel – zapewnić bezpieczeństwo dziecku. Jest zdeterminowany i nie poddaje się.

Głównym tematem filmu jest próba znalezienia opieki dla dziecka Andy’ego. Mężczyzna na swojej drodze spotyka dziewczynkę, która przyłącza się do niego. Razem przemierzają opustoszałe tereny, by znaleźć kogoś, kto mógłby im pomóc. Andy nie wspomina nikomu o swojej chorobie, ale czasu ma niewiele, dlatego musi się sprężać.

Jakby z boku prowadzona jest też historia Thoomi, dziewczynki podróżującej z mężczyzną. Nie do końca wiadomo, dlaczego jest sama. Ma matkę, która żyje, ale nie chce, by ta ją znalazła. Zaciera więc ślady, nie pozwala się namierzyć. Radzi sobie dość dobrze, przeżyła sama sporo czasu. Jej historia jednak jest jedynie w tle głównego wątku, dlatego niewiele więcej można o niej powiedzieć. 

Są też inne poboczne wątki, ale nie jest ich zbyt wiele. Nie przytłaczają one głównego tematu i w sumie dobrze. Ciekawy jest szczególnie ten dotyczący mężczyzny, który poluje na potwory i je okrada. To jeden z dłuższych wątków pobocznych w filmie, przedstawiono go dość ciekawie. Bez niego mogłoby się wydawać, że wszystko – poza potworami – w tym świecie jest idealne.

W filmie zabrakło natomiast sensownego wyjaśnienia choroby. Wiadomo tylko, że od momentu ugryzienia ma się dobę, nim samemu stanie się czymś na kształt zombie. Co jakiś czas widać też ludzi, którzy mają zakopane w ziemi głowy. Można tylko spekulować, że zrobili to, gdy jeszcze byli w miarę świadomi, chcąc w ten sposób powstrzymać się przed polowaniem na żywych. Nie wiemy jednak, czym tak naprawdę są te potwory, skąd wzięła się choroba, jak przebiegała epidemia, ile czasu upłynęło. Szkoda, bo to ciekawy wątek.

Film jest niezły, ale trochę zbyt ubogi. Nie wiem, czy powodem jest brak wyjaśnienia choroby, traktowanie wątków pobocznych po macoszemu, czy coś innego, ale po obejrzeniu miałam niedosyt. Pomysł na scenariusz jest dobry, ale czegoś w nim zabrakło. Broni się natomiast gra Freemana, który naprawdę przekonująco wypada w roli Andy’ego. Poza tymi rzeczami niewiele więcej dobrego można powiedzieć o tym filmie. Ot, taki zwyczajny obraz z gatunku postapokalipsycznych, ale umieszczony w nowej scenerii i z nienazwanymi zombiepodobnymi potworami.