Sześć rzeczy, których nie lubię u innych książkoholików



Rzadko zdarza mi się zwracać uwagę na to, co dzieje się na grupach związanych z książkami. Czasem jednak pojawiają się takie wpisy, które przypominają mi, jak bardzo nie lubię niektórych typów czytelników. Dziś postanowiłam Wam o tym opowiedzieć.

1. Czytam lepsze książki od ciebie
To coś, o czym ostatnio pisałam na swoim fanpage’u. Często spotykam się z opinią, że tylko wybrany typ literatury może być określany mianem tego jedynego słusznego i godnego czytania. Nieważne, czy ktoś ma na myśli klasyki literatury polskiej, czy erotyki – zawsze jest tylko jeden dobry. I na dodatek jego czytelnicy bywają przekonani, że tylko oni mogą się mianować książkoholikami, bo właśnie ten gatunek lubią. Gdy ktoś napisze, że lubi Greya albo dobrze czytało mu się Harry’ego Pottera, może zostać zlinczowany i zmieszany z błotem. Naprawdę? To, że ktoś czyta Dostojewskiego i Dickensa, nie znaczy, że inne książki są gorsze. Nie wszyscy lubimy to samo, nie tylko w literaturze. Dlatego niesamowicie mnie denerwuje, gdy ktoś uważa, że jeśli czytam powieści młodzieżowe, to jakbym w ogóle nic nie czytała, a najlepiej powinnam się do tego w ogóle nie przyznawać, bo to wstyd!

2. Czytam więcej/szybciej niż ty
Licytacje. Ciągle, na każdym kroku. Widzę wpisy dotyczące stosików i podsumowania tego, ile stron i pozycji ktoś przeczytał i zastanawiam się: „Ok, bardzo się cieszę, ale czy robisz coś poza czytaniem? Pracujesz, studiujesz, wychowujesz dzieci?”. To, że ja czytam na przykład 5 książek w miesiącu, nie czyni mnie gorszą od kogoś, kto czyta 25. I odwrotnie – ci, co wiele czytają, nie powinni czuć się przez to lepsi. Widocznie mają więcej czasu i dlatego mogą sobie na to pozwolić. Więc po co wyśmiewać innych, którzy czytają mniej? Może lepiej cieszyć się z tego, że w ogóle czytają?

3. Jedna książka w jeden dzień? Czy ty w ogóle czytasz, czy tylko przerzucasz kartki?
Gdy studiowałam dziennie, potrafiłam przeczytać powieść w jeden dzień. Jeździłam komunikacją miejską łącznie cztery godziny w ciągu doby, dlatego dość szybko przychodziło mi zapoznanie się z treścią. Jeśli książka miała około 300 stron, nie było to trudne. Jednak i wtedy słyszałam, że pewnie czytam co drugą stronę i dlatego tak szybko zmieniam książki. Kolejny raz byłam oceniana. Za szybko – źle, za wolno – źle.

4. Ta książka jest głupia, dlatego jej nie przeczytam
Chyba najczęściej czytane przeze mnie stwierdzenie na facebookowych grupach. Na pytanie „co sądzisz o serii HP?” ciągle padają odpowiedzi „głupia, nie czytałem”, „nie czytałem, ale słyszałem, że nie warto, więc nie zamierzam”. Jak można oceniać, nie znając czegoś? Albo jak można oceniać po przeczytaniu 30 stron? Ja potrafię zmienić zdanie na temat książki po jednym zdaniu, które pada pod koniec! Nie umiem powiedzieć, że coś było złe, jeśli znam tylko ułamek całości. Ale może to ja jestem ograniczona, a inni mają rację?

5. Nie możesz nie lubić mojej ulubionej książki
Owszem, to też się zdarza. Nieważne, że gusta są inne, jeśli ja coś lubię, inni również powinni. Nawet nie będę tego komentować.

6. Ta książka ma tyle błędów, spalić korektora!
Jedna z tych rzeczy, które działają na mnie jak płachta na byka. Nie twierdzę, że w książkach nie ma błędów, bo są. Ale błądzić jest rzeczą ludzką, a kto nigdy nie popełnił błędu, niech pierwszy rzuci kamień! Kiedyś narzekałam dość często na literówki, ale gdy zaczęłam pracę w wydawnictwie, zrozumiałam, że nie ma szans, by wszystkie błędy zostały wyczyszczone – głównie z powodu tempa wydawania. Zobaczcie, ile książek w miesiącu wychodzi pod szyldem waszego ulubionego wydawnictwa. Myślicie, że oni przygotowują te książki do druku dwa lata, rok? Nie, czasem trwa to zaledwie kilka tygodni. Szkoda, że na błędy narzekają ci, którzy nie mają pojęcia o tym, jak działa rynek wydawniczy. A najbardziej mnie boli, gdy wypowiedź takiej osoby wygląda mniej więcej tak: „Nielubię jak, w ksiazkach   sa   blendy!”.

Zgodzicie się z którymś punktem? Spotykacie się z takimi opiniami?

"Casanova. W świecie uwodziciela" zapowiedź



AUTOR: Laurence Bergreen
TYTUŁ: Casanova. W świecie uwodziciela

Nad wszystko kochał kobiety. I kłopoty. Mało brakowało, a jego barwne życie zakończyłoby się w Polsce.

Urodził się w Wenecji. Najbardziej rozpustnym mieście ówczesnego świata. Jako dziecko uchodził za opóźnionego w rozwoju i nic nie zapowiadało, że zostanie pisarzem, wynalazcą, szpiegiem i najsławniejszym uwodzicielem swoich czasów.
Wystarczyło ponoć kilka minut, by przypadkowo poznana kobieta zapragnęła spędzić z nim noc, jednak najwierniejszą towarzyszką jego życia była choroba weneryczna.
Pamiętniki Casanovy sprzedano Bibliotece Francuskiej za 9 mln dolarów. To największa kwota, jaką kiedykolwiek zapłacono za rękopisy. Właśnie one posłużyły Laurence’owi Bergreenowi do stworzenia tryskającej dowcipem i erotyzmem biografii kochanka wszech czasów.

Oto najnowsza biografia jednej z największych ikon popkultury. Kochanka i  awanturnika. Mężczyzny, którego nazwisko po dziś dzień jest synonimem mistrza sztuki miłosnej i genialnego uwodziciela.

Informacja od wyd. Znak

"Bang, bang! Wystrzałowy samochód" Ian Fleming



http://www.wydawnictwoznak.pl/ksiazka/Bang-Bang-Wystrzalowy-samochod/7893
Autor: Ian Fleming
Tytuł oryginalny: Chitty Chitty Bang Bang
Wydawnictwo: Znak emotikon
Liczba stron: 133

Komandor Pott, jego żona i dzieci, postanawiają kupić auto. Nie chcą jednak zwykłego samochodu, pragną, by ich pojazd miał w sobie „to coś”. W końcu udaje im się znaleźć zabytkowy kabriolet, który spełnia ich marzenia. Rodzina postanawia wypróbować samochód i udaje się nad morze. Niestety, korek nie pozwala im dotrzeć na upragnione wakacje. Nie wiedzą jeszcze, że ich samochód nie jest zwyczajny – jest magiczny, a dzięki temu jest w stanie zapewnić Pottom wiele przygód.

Bang, Bang! Wystrzałowy samochód to jedyna powieść dla dzieci znanego pisarza, twórcy postaci agenta 007 Jamesa Bonda, Iana Fleminga. Bohaterami książki są członkowie rodziny Pottów oraz pewien bardzo wyjątkowy samochód...

Po zakupie auta Pottowie uznali je niemal za członka rodziny. Doprowadzili do stanu używalności, a nawet nadali imię. Samochód odwdzięczył się im ujawnieniem niesamowitych zdolności. BANG BANG potrafi pokierować swoimi towarzyszami – nagle pojawiają się napisy na odpowiednich przyciskach, które zmieniają auto w zależności od potrzeb. Samochód zdaje się mieć własną świadomość, która niejednokrotnie ratuje rodzinę z opresji. 

Czy Pottowie są zaskoczeni właściwościami BANG BANG? Nie do końca. Na początku owszem, dziwi ich, że samochód nie zachowuje się normalnie, lecz z czasem przestaje ich to zaskakiwać. Dzięki temu motyw z samochodem, który na przykład nagle zamienia się w samolot, wydaje się całkiem normalny. Młodzi czytelnicy nie odczują, że to coś dziwnego, bo i sami bohaterowie tego tak nie odbierają.


To, co może się podobać, poza motywem magicznego samochodu, to fakt, że w książce jest wiele przygód i akcji. Wszystko dostosowane do wieku czytelnika – nie jest brutalnie, choć zdarzają się sceny, które „trzymają w napięciu”. Bang, bang! to książka, przy której młodzi wielbiciele powieści przygodowych nie będą się nudzić.

Tekstu uzupełniają ilustracje Joe Bergera. Są świetnie wkomponowane w treść, pasują do tego, co opisano na stronie. Są czarno-białe, czasem dość szczegółowe, ale nie odciągają wzroku od opowieści. Muszę przyznać, że bardzo mi się podobają – nie są udziwnione, nie jest ich zbyt wiele, jednak sprawiają, że książka wygląda atrakcyjnie i na pewno dzięki temu jeszcze lepiej trafi do młodych czytelników.

Jeśli szukacie czegoś dla swoich pociech albo rodzeństwa, zdecydowanie warto sięgnąć po ten tytuł. Bang, bang! Wystrzałowy samochód to świetna powieść dla dzieci – pełna akcji, zaskakująca, magiczna i baśniowa, a przy tym zabawna. Czyta się ją błyskawicznie. Nie spodziewałam się, że Fleming tak dobrze poradził sobie z literaturą dla młodszych czytelników, a jednak – udało mu się to perfekcyjnie.

 Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak Emotikon:

www.znak.com.pl

Ze stron wyrwane, cz. 46



Ludzie, których powinniśmy znać najlepiej, okazują się obcy, a ci niemal obcy nagle stają się jak rodzina.
Replika, L. Oliver, Otwarte.


Tym jest życie: koniecznością podejmowania trudnych wyborów.
Przekleństwo Soni, K. Purdie, Otwarte.


Żyj, nie oglądając się zbyt długo wstecz ani nadmiernie nie wybiegając myślami w przyszłość.
Ibidem.


Tylko serce moje znaczy uderzeniami każdą cząstkę doby, a kiedy je zapytam, która jest godzina, odpowiada niezmiennie, że jest godzina nieukojonej tęsknoty, a kiedy je zapytam, ile tych godzin upłynęło, odpowiada tylko: Za dużo! za dużo!
Na srebrnym globie, J. Żuławski, Wolne Lektury.


Bo dzieła ludzkie są jak ludzie sami: żyją lub umierają. Dzieło, które żadnej zmiany w niczyjej świadomości nie powoduje, jest martwe.
Ibidem.


Jest prawdą, jedną z najniewątpliwszych, że nic tak ludzi nie zniechęca ku sobie, jak cierpienie i nuda.
Ibidem.


Księżyc nie chce przyjąć naszych umarłych, jakże przyjmie nas żywych?
Ibidem.


Uciekliśmy od Ziemi, ale śmierć, wielka władczyni ziemskich plemion, przebyła wraz z nami te przestrzenie i oto przypomniała się zaraz na wstępie, że jest przy nas - nielitosna, zwycięska jak zawsze.
Ibidem.