Sześć rzeczy, których nie lubię u innych książkoholików



Rzadko zdarza mi się zwracać uwagę na to, co dzieje się na grupach związanych z książkami. Czasem jednak pojawiają się takie wpisy, które przypominają mi, jak bardzo nie lubię niektórych typów czytelników. Dziś postanowiłam Wam o tym opowiedzieć.

1. Czytam lepsze książki od ciebie
To coś, o czym ostatnio pisałam na swoim fanpage’u. Często spotykam się z opinią, że tylko wybrany typ literatury może być określany mianem tego jedynego słusznego i godnego czytania. Nieważne, czy ktoś ma na myśli klasyki literatury polskiej, czy erotyki – zawsze jest tylko jeden dobry. I na dodatek jego czytelnicy bywają przekonani, że tylko oni mogą się mianować książkoholikami, bo właśnie ten gatunek lubią. Gdy ktoś napisze, że lubi Greya albo dobrze czytało mu się Harry’ego Pottera, może zostać zlinczowany i zmieszany z błotem. Naprawdę? To, że ktoś czyta Dostojewskiego i Dickensa, nie znaczy, że inne książki są gorsze. Nie wszyscy lubimy to samo, nie tylko w literaturze. Dlatego niesamowicie mnie denerwuje, gdy ktoś uważa, że jeśli czytam powieści młodzieżowe, to jakbym w ogóle nic nie czytała, a najlepiej powinnam się do tego w ogóle nie przyznawać, bo to wstyd!

2. Czytam więcej/szybciej niż ty
Licytacje. Ciągle, na każdym kroku. Widzę wpisy dotyczące stosików i podsumowania tego, ile stron i pozycji ktoś przeczytał i zastanawiam się: „Ok, bardzo się cieszę, ale czy robisz coś poza czytaniem? Pracujesz, studiujesz, wychowujesz dzieci?”. To, że ja czytam na przykład 5 książek w miesiącu, nie czyni mnie gorszą od kogoś, kto czyta 25. I odwrotnie – ci, co wiele czytają, nie powinni czuć się przez to lepsi. Widocznie mają więcej czasu i dlatego mogą sobie na to pozwolić. Więc po co wyśmiewać innych, którzy czytają mniej? Może lepiej cieszyć się z tego, że w ogóle czytają?

3. Jedna książka w jeden dzień? Czy ty w ogóle czytasz, czy tylko przerzucasz kartki?
Gdy studiowałam dziennie, potrafiłam przeczytać powieść w jeden dzień. Jeździłam komunikacją miejską łącznie cztery godziny w ciągu doby, dlatego dość szybko przychodziło mi zapoznanie się z treścią. Jeśli książka miała około 300 stron, nie było to trudne. Jednak i wtedy słyszałam, że pewnie czytam co drugą stronę i dlatego tak szybko zmieniam książki. Kolejny raz byłam oceniana. Za szybko – źle, za wolno – źle.

4. Ta książka jest głupia, dlatego jej nie przeczytam
Chyba najczęściej czytane przeze mnie stwierdzenie na facebookowych grupach. Na pytanie „co sądzisz o serii HP?” ciągle padają odpowiedzi „głupia, nie czytałem”, „nie czytałem, ale słyszałem, że nie warto, więc nie zamierzam”. Jak można oceniać, nie znając czegoś? Albo jak można oceniać po przeczytaniu 30 stron? Ja potrafię zmienić zdanie na temat książki po jednym zdaniu, które pada pod koniec! Nie umiem powiedzieć, że coś było złe, jeśli znam tylko ułamek całości. Ale może to ja jestem ograniczona, a inni mają rację?

5. Nie możesz nie lubić mojej ulubionej książki
Owszem, to też się zdarza. Nieważne, że gusta są inne, jeśli ja coś lubię, inni również powinni. Nawet nie będę tego komentować.

6. Ta książka ma tyle błędów, spalić korektora!
Jedna z tych rzeczy, które działają na mnie jak płachta na byka. Nie twierdzę, że w książkach nie ma błędów, bo są. Ale błądzić jest rzeczą ludzką, a kto nigdy nie popełnił błędu, niech pierwszy rzuci kamień! Kiedyś narzekałam dość często na literówki, ale gdy zaczęłam pracę w wydawnictwie, zrozumiałam, że nie ma szans, by wszystkie błędy zostały wyczyszczone – głównie z powodu tempa wydawania. Zobaczcie, ile książek w miesiącu wychodzi pod szyldem waszego ulubionego wydawnictwa. Myślicie, że oni przygotowują te książki do druku dwa lata, rok? Nie, czasem trwa to zaledwie kilka tygodni. Szkoda, że na błędy narzekają ci, którzy nie mają pojęcia o tym, jak działa rynek wydawniczy. A najbardziej mnie boli, gdy wypowiedź takiej osoby wygląda mniej więcej tak: „Nielubię jak, w ksiazkach   sa   blendy!”.

Zgodzicie się z którymś punktem? Spotykacie się z takimi opiniami?

57 komentarzy:

  1. Całym sercem zgadzam się z punktem 2. Zupełnie nie rozumiem wyścigu na ilość przeczytanych książek. To nawet nie chodzi o to, ile kto ma czasu, ale przecież książki są różne - niektóre wymagają przemyślenia, inne się po prostu wolno czyta. Co do ostatniego punktu - zgoda, pojedyncze błędy uznaję za rzecz ludzką. Niestety, mam wrażenie, że niektóre wydawnictwa oszczędzają na korekcie: miałam w ręku książki, które były tak najeżone błędami, że nie byłam w stanie ich czytać (najzwyczajniej nie dało się zrozumieć treści zdań, bo np. brakowało przecinków)! Wtedy zwracam na to uwagę, z przekonaniem, że trzeba dbać o jakość. Kto będzie dbał o jakość na rynku wydawniczym jeśli nie my, książkoholicy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, masz rację. Ale jeśli to są pojedyncze błędy, jestem w stanie przymknąć na nie oko. Wiele osób myśli, że Word poprawi im tekst i dlatego nie dają go do korekty. Z drugiej strony - korektor też może nie wszystko złapać, dlatego jestem dość łagodna w ocenie jakości tekstu :) Chociaż teraz czytałam książkę, w której były błędy logiczne, o których nie mogę nie napisać w recenzji. Zdarza się!

      Usuń
  2. Dodam jeszcze jedno: uważanie się za Boga, bo się czyta! A ten kto nie czyta jest kretynem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och i jeszcze: ej, jak zmusić mojego faceta/dziecko/żonę do czytania?!?!?!?!

      Usuń
    2. Że się tak wtrącę: mój kolega kiedyś powiedział mi, że dobrowolnie przeczytał w życiu może jedną książkę i wyraźnie oczekiwał dezaprobaty/pogardy z mojej strony, bo wie, że ja czytam bardzo dużo (pojęcie względne, wiem, ale dla niego to było bardzo dużo ;) ). A kiedy ja stwierdziłam, że to przecież nie jest żaden wymóg i że w sumie jego hobby jest bardziej życiowe, bo przynajmniej potrafi naprawić samochód, to bardzo długo nie dowierzał, że nie spotkał się z krytyką. Tak właśnie często są odbierani czytający książki - jako zarozumiałe snoby. Ale wiecie co? Niestety zasłużyliśmy sobie na to jako społeczność.

      Usuń
  3. Osobiście najbardziej nie lubię postawy osób, które niesamowicie rozwodzą się co roku nad wynikiem sondażu odnośnie czytelnictwa w Polsce. Bardzo łatwo im jest ocenić każdą osobę nieczytającą jako gorszą. Bo przecież czytanie young adult i erotyków czyni człowieka o wiele bardziej światłym od tego, który nie czyta :P
    Pozdrawiam serdecznie,
    Kochamy Książki

    OdpowiedzUsuń
  4. Ogromnie się cieszę, że napisałaś taki post! Właściwie z każdym podpunktem się zgadzam, a najbardziej chyba z pierwszym. Mam taką znajomą, która uważa się za najbardziej unikatowego człowieka w całym wszechświecie, ponieważ nie czyta młodzieżówek i romansów. Chyba nie przesadzę jeśli napiszę, że przez to doprowadza mnie do szału! O drugim, trzecim, czwartym i piątym podpunkcie nie będę się lepiej rozpisywała. Natomiast co do szóstego... Kilka dni temu na jednej z grup książkowych natknęłam się na post kogoś kto przeżywał dramat, ponieważ znalazł w książce polskiego (!!!) autora błąd! Ta osoba wstawiła zdjęcie strony,na której ten błąd się znalazł i chociaż wypatrywała go i wypatrywałam to się nie doszukałam. Chodziło chyba o jakiś przecinek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie na studiach koleżanka powiedziała, że są ludzie, którzy chwalą się, że przeczytali w roku 50 książek, ale było to 50 lekkich romansów i kryminałów i że wg niej to żaden powód do zadowolenia. A ja uważam, że moje życie bywa tak stresujące, że nie potrzebuję jeszcze dodawać sobie emocji z książek czy czytać skomplikowanej literatury, gdy mam i tak dużo na głowie. Czytanie ma być przyjemnością, ma pozwolić mi się oderwać od wszystkiego.

      Usuń
  5. Zgadzam się w 100%! Świetny tekst.:) Pozdrawiam :)
    http://zaczytanapielegniarka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie wkurzają podsumowania miesiąca od jakiegoś czasu i przestałam je robić. Może w końcu do nich wróce, bo to też dla mojej wiadomości, ale inni blogerzy wykorzystują je do chwalenia się. Najgorzej w ogóle, jak ktoś przeczyta np. 10 książek w miesiącu i jest zawiedziony wynikiem. Serio? Ja jak przeczytam dwie książki w miesiącu to jestem dumna. Mam wiele obowiązków i czasem trudno znaleźć mi czas na czytanie.
    Świetny post i ze wszystkim się zgadzam :)
    Buziaki! ;*
    calm-inside-the-storm.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja podsumowuję jedynie filmy, które obejrzałam w minionym miesiącu. Czuję taką potrzebę, bo nie piszę o nich osobnych postów, a czasem chcę coś polecić. Oglądam dość sporo, bo zdarza mi się bywać w kinie nawet 8-10 razy w miesiącu, dlatego uznałam, że to będzie fajny pomysł na zbiorczy post, w którym opowiem w kilku słowach o tym, co widziałam.

      Usuń
  7. Bardzo dobry wpis! Zgadzam się z każdym punktem. Nie wstydzę się, że czytam HP, Jeżycjadę czy książki młodzieżowe. Fakt, mam na blogu podsumowanie miesiąca, ale robię to dla siebie, żeby po prostu wiedzieć (chciałabym czytać więcej i często o tym wspominam, ale umówmy się - to nie te czasy, że mogłam spędzać tyle czasu nad książką, ile chciałam; teraz jest ponad połowa lipca, a ja mam przeczytane dwie książki, jakoś nie jest mi z tym źle, wręcz przeciwnie - cieszę się, że przy 4-miesięcznym dziecku znalazłam czas na te dwie książki). Piszę recenzje wtedy, kiedy mam czas i ochotę, bo ma mi to sprawiać przyjemność, a nie być przykrym obowiązkiem. Recenzuję te książki, które chcę zrecenzować. Proste.
    Czytanie i pisanie na wyścigi nie może być przyjemne. Te czynności mają sprawiać przyjemność!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, nie mam nic do podsumowań miesiąca jako takich. Mój punkt dotyczy tych wpisów, gdzie autor pokazuje, że dostał/przeczytał/zrecenzował np. 30-50 książek. Znam takich. I zastanawiam się, czy oni oszukują, czy może naprawdę nie robią nic, tylko leżą i czytają.

      Usuń
  8. Jakiś czas temu, dołączyłam do pewnej grupy na Facebooku związanej z czytaniem książek. Można tam zaobserwować wszystkie wymienione przez Ciebie podpunkty :D Najbardziej chyba denerwuje mnie jednak to, że ludzie uważają się za lepszych od innych bo czytają. A reszta społeczeństwa, która nie podziela tego hobby to już dla nich gorsza połowa społeczeństwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. I ciągle pojawiają się wpisy typu "jak mam przekonać chłopaka do książek? On nie lubi czytać!". A czy to jakiś obowiązek?

      Usuń
  9. Bardzo fajny wpis i w pełni się z Tobą zgadzam. Szczególnie punkt drugi działa na mnie jak płachta na byka. Ilość przeczytanych książek u innych już niejednokrotnie powodowała, iż miałam ochotę usunąć bloga. Bo przecież z moją ilością przeczytanych książek w ciągu miesiąca/roku nie mam w ogóle co się pokazywać. Jednak wtedy muszę się otrzepać i przypomnieć sobie po co prowadzę bloga - dla siebie! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. 3 to mój ulubiony faworyt, jeśli książka mnie wciągnie, to i przeczytam ją w jeden dzień :) Często słyszałam teksty, że pewnie nic z tej książki nie wiem.
    Fajnie, że coraz więcej czytelników ma do siebie dystans i widać to w komentarzach oraz takich właśnie tekstach, jak Twój :)
    Świetny tekst, pozdrawiam serdecznie i zaczytanie
    Gaba :)

    OdpowiedzUsuń
  11. W dużej mierze zgadzam się z Twoim wpisem, nawet ostatnio zastanawiałam się nad podobnym postem, chociaż odpuściłam go sobie ze względu na dość rozbudowaną dyskusję w Internecie. Przeraża mnie krytykowanie ludzi, którzy czytają "lekkie książki" lub dzielenie książek na lepsze i gorsze. OK, zdaję sobie sprawę, że "lekka młodzieżówka"* nie jest "ambitną literaturą klasyczną", ale czy naprawdę wszyscy muszą czytać ambitną literaturę, żeby być wartościowymi ludźmi. Pomijam już fakt, że wiele osób wykonujących pracę "umysłową" po powrocie do domu ma ochotę odpocząć i pogapić się bezmyślnie w ekran telewizora, a nie ślęczeć przez kolejną godzinę nad literkami. Albo pójść na spacer, położyć się wcześnie spać, wziąć długą relaksującą kąpiel - cokolwiek. Sama czytam głównie fantastykę - raz bardziej ambitną, innym razem mniej - i robię to, bo czytanie tego typu literatury sprawia mi PRZYJEMNOŚĆ. A to powinno być głównym celem czytania, prawda?

    Sama robię zestawienia z bardzo prostej i bezczelnej przyczyny - podsumowania pozwalają na umieszczenie linków do recenzji z minionego miesiąca, a to oznacza, że ludzie, którzy przegapili jakiś wpis, mają szansę łatwo go odnaleźć :) Ale trochę irytuje mnie, gdy czytam, że ktoś przeczytał "tylko" 15 książek. Tego typu wpisy sprawiają, że mam ochotę wyłączyć bloga, bo według mnie zajeżdża to jakąś fałszywą skromnością. No chyba że ktoś ma uzasadnienie, dlaczego to było "tylko 15 książek", np. były to wyłącznie 20-stronicowe bajki czytane dziecku na dobranoc lub ktoś miał urlop, który chciał spędzić na lekturze, a koniec końców przewalił go na kanapie i jest z tego tytułu rozczarowany.

    Osobiście wyznaję zasadę, że żeby coś skrytykować, trzeba to znać. W związku z tym przeczytałam nawet pierwszy tom Zmierzchu, żeby wiedzieć, "o co tyle hałasu" i uważam, że to daje mi prawo do krytykowania tej książki. Ale zaznaczam wyraźnie: książki, nie człowieka, który ją czyta.

    Mam jednak pewne "ale" do szóstego punktu. Sama bardzo często narzekam na błędy w książkach, ale winą za to obarczam raczej wydawcę niż zespół redakcyjno-korektorski. Czy powinniśmy obniżyć standardy wobec literatury i przestać zwracać uwagę na błędy, ponieważ wydawnictwa narzucają redaktorom i korektorom tak krótkie terminy realizacji? Uważam, że należy zwracać na to uwagę, ba, warto wypominać takie błędy, bo może dzięki temu w końcu wydawnictwa dojdą do tego, że korektor nie jest w stanie dobrze poprawić pięciu arkuszy dziennie. I że ta sama osoba do redakcji i korekty nijak się nie sprawdzi, bo przestanie widzieć własne błędy. Może w końcu przestaną oszczędzać na tym, na czym nie powinni i zatrudnią dodatkowych redaktorów i korektorów (już nawet nie wspominam o tym, że powinni zacząć sensownie płacić, bo większość stawek redaktorskich jest żenująca), dzięki czemu każdy zespół będzie poprawiał jedną książkę miesięcznie, a nie sześć.

    *Uznajmy, że to są uogólnienia na rzecz uwidocznienia problemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, wydawcy często nie widzą problemu w tym, że książka nie ma redakcji lub ma tylko jedną korektę. Tną koszty tam, gdzie nie powinni, a czytelnik i tak napisze, że to korektor nawalił - mało kto sprawdzi, czy był sam w tym poprawianiu. Znam też książki, gdzie jest trzech korektorów i są błędy. To już inna sprawa - czytałam oferty tych osób, które pracują jako korektorzy. I wiesz co? Było tam dużo błędów. Takich podstawowych. Widać niektórzy myślą, że jeśli wiedzą, że przed "który" należy postawić przecinek, mogą poprawiać książki. To smutne, bo biorą mniej niż doświadczeni korektorzy i dlatego mają zlecenia. A wydawca błędy.

      Usuń
    2. No i znów wracamy do tego, że to wydawca nie dba o jakość wydawanych książek. To on szuka najtańszych, a nie najlepszych rozwiązań. I znów uważam, że tym bardziej należy zwracać na to uwagę.

      W wydawnictwie X korektą zajmowała się dość znana pisarka i skończyło się na tym, że chciałam zrobić "słownik według...", ponieważ rzeczy, które przepuszczała wołały o pomstę do nieba (gdy masz dziesięć błędów na jednej stronie, to to jednak przegięcie). Inna sprawa, że może powinna zająć się pisaniem swoich książek, nawet tłumaczeniem literatury rosyjskiej (wydaje mi się, że była też tłumaczem przy kilku innych pozycjach), ale niekoniecznie nadaje się na korektora?

      Usuń
    3. Rozumiem doskonale. To w końcu wydawnictwo zatrudnia ludzi i im płaci. Jeśli się nie nadają, powinno się ich zwolnić. Albo przeszkolić.

      Usuń
    4. Zgadzam się co do punktu 6 - na błędy w książkach mam uczulenie. Oczywiście, sama je popełniam i rozumiem, że popełniają je wszyscy, ale jednak celem powinna być poprawność. Literówki, złe odmiany, brak interpunkcji - wszystkie te mankamenty odbierają mi dużo przyjemności z czytania. Ba, podobno książki mają uczyć! ;)

      Usuń
  12. Przeczytałam Twój wpis z prawdziwą przyjemnością :)
    Zgadzam się ze wszystkimi punktami, chociaż przyznaję, że w tym roku liczę sobie ilość przeczytanych książek, ale nie po to, aby się porównywać - tylko z ciekawości 😀

    OdpowiedzUsuń
  13. Kocham!
    Strasznie mnie denerwuje większość czytelników właśnie takimi zachowaniami (no i nie tylko), szczególnie pierwsze punkty do mnie trafiają. Wiecznie słyszę, że fantastyka to NIE SĄ KSIĄŻKI! "Hurr durr, jakiś szajs, zero wartości, zero treści, jakieś głupoty! Mogliby poczytać takiego SIENKIEWICZA!" Wynoszenie klasyki polskiej ponad wszystko, bo tak, bo klasykę trzeba kochać, a jak nie to nie ma się mózgu. Dyskusja o lekturach szkolnych? Pfff, nikogo nie obchodzi jak wygląda życie przeciętnego licealisty, że poza lekturami mają jeszcze wiele obowiązków, zajęć dodatkowych, przygotowań do matury, a może chcieliby poczytać też coś, co lubią? "A spadaj, jak ja byłem w waszym wieku!" "Ja to czytam cebulion książek w ciągu MIESIĄCA, a oni nie dadzą rady z dziesięcioma w roku szkolnym?! TA DZISIEJSZA MŁODZIEŻ TO SAME DEBILE!" ♥ Co z tego, że jak chcesz się dostać na medycynę, to praktycznie sypiasz z repetytoriami i zbiorami zadań? PRZECIEŻ MUSISZ POKOCHAĆ MICKIEWICZA. Uważasz, że Żeromskiego nie da się czytać? NIE MASZ GUSTU DURNY SZCZENIAKU! (Co tam, że to twoja prywatna opinia i masz do niej prawo?) Wyścigi na czytanie, uhhh... Ja czasami czytam jedną książkę miesięcznie, bo studia, bo sesja, bo życie, bo po prostu nie mam ochoty na czytanie. Pewnie nie mogę się nazwać książkoholikiem. Tak, mam wielki stos książek do przeczytania, ale nie będę czytać po 15 książek miesięcznie bo "trzeba" i nic z tych książek nie będę miała, ani przyjemności, ani nie zapamiętam o nich nic ciekawego. Równie dobrze mogłabym nie czytać.
    Ze wszystkim się zgadzam, żeby już się nie rozpisywać!

    Bookaholic Institute

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zgadzam się w zupełności. Ilość przeczytanych książek zależy od ilości czasu i- często- zaciekawienia konkretną pozycją. Akurat Żeromskiego lubię i cenię, pisałam z jego epistolografii pracę magisterską.Rozumiem jednak, że wiele osób za nim nie przepada.I jeszcze taka uwaga odnośnie Sienkiewicza. Po poważnej operacji miałam sporo czasu, poprosiłam o wypożyczenie "Potopu". Oczywiście czytałam wcześniej. Zdołałam przeczytać 8 stron, więcej nie mogłam. Raził mnie język, konstrukcja fabuły,nawet reakcje bohaterów. Chyba z pewnych rzeczy się wyrasta, tak dziś myślę.

      Usuń
  14. Trudno się z Tobą nie zgodzić. :)
    Co do punktu pierwszego, ludzie mają problem ze zrozumieniem, że każdy gatunek literacki ma swoje arcydzieła i pozycji, o których świat wolałby zapomnieć. A najzabawniejsi są ci, którzy traktują klasykę literatury jako gatunek literacki. Ten brak świadomości i znajomości podstawowych pojęć powoduje, że ludzie nazywają "Rok 1984" klasyką, a w tym samym zdaniu stwierdzają, że fantastyka nigdy nie będzie stanowiła klasyki literatury. Punkty dwa i trzy to praktycznie codzienność w blogosferze. Mam wrażenie, że niektórzy nie potrafią cieszyć się z książki, tylko już w czasie czytania jednej myślą o kolejnej. To smutne, że ilość zastępuje jakość. I to w imię czego? Statystyki, o której zapomnimy po kilku miesiącach?

    OdpowiedzUsuń
  15. Generalnie z większością się zgadzam poza jednym - punktem 2. Owszem tekst, że "książka jest głupia, ale jej nie czytałam" mnie denerwuje, ale stwierdzenie "słyszałam, że nie warto" to już inna bajka. Jeżeli mój zaufany recenzent krytykuje książkę, nad którą się zastanawiałam to raczej nie sięgnę po tę pozycję. Książek jest dużo, jakąś selekcję trzeba zrobić 😀.
    A na blogach bardzo irytują mnie wpisy z zapowiedziami na następny miesiąc. Jeszcze jak ktoś dużo recenzuje to jakoś to przełknę, ale na blogu gdzie są na miesiąc dwie recenzje to wygląda na sztuczne robienie notatek tylko po to, żeby cos było. Zwłaszcza, że często taki wpis zawiera około 10 skopiowanych opisów i okładki i może jedno zdanie "ta wydaje się ciekawa".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, racja z tym recenzentem :) tu miałam na myśli "słyszałem" w sensie gdzieś. Nie wiem od kogo, gdzie itd. Taka plotka.

      Usuń
  16. Z punktami 1-5 właściwie się nie spotykam, za to na 6 trafiam coraz częściej i coraz bardziej mnie denerwuje. Jeszcze jak są konkretne przykłady podane, to ujdzie, ale rzucone w eter "wydawane książki mają błędy" jest po prostu straszne. Mało kto wie, jak naprawdę wygląda proces wydawniczy i jak trudno wyłapać błędy w tekście. Przecież to nie tak, że wystarczy raz przeczytać i na pewno wszystko się zauważy. A nawet jeśli, to przecież zdarza się, że po drodze coś nawali.

    OdpowiedzUsuń
  17. Powiem Ci bardzo szczerze, że nie mam takiego kontaktu z innymi czytelnikami książek, gdyż nie potrzebuję konfrontacji z nimi. Dlatego Twój post był dla mnie przydatny, bo dowiedziałam się jacy są współcześni odbiorcy. Najbardziej zdenerwowałoby mnie takie popisywanie się swoimi wynikami. Masz rację, że niektórzy mają wiele innych zajęć niż wyłączne czytanie książek. Sama wiem po sobie, że jeszcze kilka lat temu byłam w stanie przeczytać te 20-15 książek, a teraz nie mam na to po prostu czasu. Stąd brak mojego udziału w jakichkolwiek forach. Nie chcę się niepotrzebnie denerwować, bo nie warto.

    OdpowiedzUsuń
  18. Fantastyczny wpis. Zgadzam się ze wszystkim w 100%. Najbardziej mnie boli, że ludzie uważają tylko swój ulubiony typ książek za ten "dobry". Każdy czyta to co lubi.

    OdpowiedzUsuń
  19. Weszłam w ten link już poirytowana, bo nic nie wkurza mnie bardziej, niż ten hype na narzekanie na blogerów przez innych blogerów. Uwierz, już miałam w głowie argumentację, dzięki której udowodnię ci, że głupio postępujesz. Ale potem zaczęłam czytać i rzeczywiście masz rację. Z każdym punktem się zgadzam, szczególnie z tym wyścigiem na książki. Nic mnie nie wkurza bardziej niż wywyższanie się ludzi, którzy mają chyba aż nadto czasu i czytają 35 książek w ciągu miesiąca, który ma 31 dni. Żeby nie było, że jestem hipokrytką - niech sobie każdy czyta ile chce, ale uważanie się za lepszą osobę z tego powodu jest żałosne.

    OdpowiedzUsuń
  20. Każdy typ "ksiazkoholika" również poznałam i strasznie mnie to denerwuje. Chyba najbardziej ocenianie bez czytania i krytykowanie błędów kiedy ktoś sam nie potrafi poprawnie pisać. Nie lubię też blogerów i innych osób, które próbują wspiąć się po czyiś plecach nie mając pojęcia o podstawach i proszą wtedy wszystkich wokół "zeby im pomuc".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, zgadzam się. Często widzę prośby o maile do wydawnictw, a przecież wszystko jest na stronie.

      Usuń
  21. Nie mogę zgodzić się z punktem 6, zwłaszcza jako osoba, która przez półtora roku pracowała w wydawnictwie przy redakcjach i korekcie. Nie powinno być powszechnego przyzwolenia na niedbałość - ja rozumiem przeoczenie kilku błędów w skali książki (nie zapomnę jak sama nie zauważyłam, że bohaterka wyciągała coś "z pudla" - oczywiście chodziło o pudło, nie o psa), ale błędy pojawiające się niemal na każdej stronie, okraszone jeszcze błędami składu, świadczą dla mnie o tym, że korektą zajmowała się osoba zwyczajnie niekompetentna.

    Popieram Wiedźmę, że jest to wina wydawcy i tego, jakich ludzi sobie dobiera, a także narzucanych przez niego terminów. Ale ogólne przyzwolenie na "bylejakość" to jest coś strasznego - "nie krytykujmy, bo to się zdarza, każdy robi błędy". Tak nam powiedział też rzekomo doświadczony pan, który kładł nam płytki w łazience i przykleił nam na widoku uszkodzoną ;) Zdarza? Tak, a nie powinno, przynajmniej nie na taką skalę, bo klient płaci za pełnowartościowy produkt, za który ktoś bierze odpowiedziałność. Nie widziałam, by ktoś czepiał się kiedyś jednej czy nawet trzech literówek w całej książce, ale błędy gramatyczne i ortograficzne, które wyłapuje już choćby Word, to jest dramat i jako taki powinny być piętnowane.

    Poza tym - ktoś się pod tą korektą podpisuje, tak? Jeśli ja sygnuję coś moim nazwiskiem, to to musi być dobre, chyba że nie mam szacunku sama do siebie. Może taki redaktor powinien zmienić styl pracy albo zwyczajnie znaleźć sobie inne zajęcie, jeśli nie potrafi zrobić tego dobrze? (I znowu - nie czepiam się niewielkich literówek w liczbie kilku. Czepiam się paskudztw, które znajduję na każdej stronie, które mają cyferki w środku słowa itd. Serio.)

    Wyjaśnianie wszystkiego terminami i liczbą książek jest dla mnie niesmaczne. Wydawco, masz za dużo książek i zespół się nie wyrabia? Zatrudnij nowego redaktora albo dwie nowe osoby do korekty. Terminy gonią? Cóż, to jest KSIĄŻKA, nikt NIE UMRZE, jeśli ukaże się dwa tygodnie PÓŹNIEJ, a przynajmniej czytelnicy otrzymają towar pełnowartościowy, za który płacą, a nie koszmarka z błędami na wszystkich poziomach językowych.

    Pozdrawiam,
    Ewelina z "Gry w Bibliotece"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, nie mówię tu o książkach, w których jest masa błędów. Ale ludzie na grupach często wytykają jedną literówkę i uznają, że to skandal.

      Usuń
    2. Nie widziałam nigdy i nigdzie takiego czepiania; raczej w miejscach, gdzie się spotykałam z takimi żalami, ludzie mieli podstawy do niezadowolenia. Natomiast publiczne nawoływanie do ignorowania błędów i argumentowanie, że " nie ma szans, by wszystkie błędy zostały wyczyszczone – głównie z powodu tempa wydawania" - jest złe, bo i tak już żyjemy w świecie, który daje zbytnie przyzwolenie na kiepską jakość. Jeśli ktoś nie potrafi zrobić korekty poprawnie, albo nie wyrabia się czasowo, to nie powinien pracować w wydawnictwie, niestety.

      Książki nie są tanie, płacąc, mam prawo oczekiwać, że dostanę towar pełnowartościowy.

      Usuń
  22. aż ciężko uwierzyć że są takie sytuacje :D niebawem chcę zacząć posty z książkami i tak się zastanawiam ile z tego mi się przydarzy .. :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Zgadzam się z każdym z punktów. Jestem na paru grupach książkowych i faktycznie jak czytałam Twój post przypominały mi się sytuacje z każdego z punktów. Dlatego, żeby móc swobodnie wypowiadać się o książkach, które lubię założyłam bloga. Mój blog, moje recenzje książek, które mi się podobają a wszelakich afer staram się unikać.
    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Podpisuje sie pod tym całą sobą.!! To, że ktoś czyta wolniej czy szybciej, albo taki bądź inny gatunek nie znaczy, że nie jest ksiązkoholikiem. Liczy sie pasja do książek. A to, że czasem zdarzają sie literówki nie oznacza to,że książka jest przez to gorsza :)

    Pozdrawiam Agaa
    http://ilovetravelingreadingbooksandfilms.blogspot.com/2017/07/43-recenzja-after-ocal-mnie-anna-todd.html

    OdpowiedzUsuń
  25. Jejku, zgadzam się z każdym punktem! Jeśli chodzi o ocenianie książki, nie czytając jej, to niestety sama tego doświadczyłam. Jestem ogromną fanką Harry'ego Pottera. Miałam koleżankę, która najczęściej zachowywała się, jakby wszystko najlepiej wiedziała. Wmawiała mi, że ta książka jest głupia, idiotyczna, etc. Oczywiście nie przeczytała nawet jednego zdania. Nienawidzę takiego zachowania. Jak można coś oceniać, nie znając jego treści? Również nie lubię segregowania powieści na "lepsze i gorsze". Każde dzieło ma coś w sobie. Jeśli coś mi się bardzo podoba, to dlaczego miałabym się tego wstydzić? Współczesna literatura młodzieżowa (uwaga, może to być dla kogoś wstrząs) też niesie ze sobą przesłanie! Czytanie książek to forma spędzania wolnego czasu, przyjemność, a czasem nawet wyrażanie siebie. Dlaczego mam podporządkować się normom wyznaczonym przez "uczonych" i zagłębiać się tylko w ambitne lektury? Bardzo ciekawy post i mam nadzieję, że osobom wielce inteligentnym da do myślenia.
    Pozdrawiam! <3
    http://fangirlonblog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  26. Bardzo denerwującym zachowaniem przede wszystkim na różnych grupach na Facebooku są posty, gdzie autor bloga książkowego oferuje wymianę obserwacjami lub komentarzami. Osobiście wolę mieć 10 czytelników, którzy NAPRAWDĘ czytają moje recenzje aniżeli 100, którzy o moim blogu zapomną po 3 dniach.

    OdpowiedzUsuń
  27. Praktycznie rzecz ujmując zgadzam się ze wszystkim,ale najbardziej drażni mnie liczenie przeczytanych książek (jakby to miał być akord!) - sama tego nie robię, ponieważ liczy się przyjemność czytania oraz emocje, a nie ilość. Drugą kwestią, która mnie bardzo denerwuje jest negowanie przez innych czytelniczych gustów i doboru lektur! Świat literatury jest przeogromny - wszystkiego można spróbować bez zbędnego krytykowania wyborów innych!
    Cieszę się, że podjęłaś ten temat😊

    OdpowiedzUsuń
  28. Zdecydowanie się zgadzam z wpisem! :) Chociaż nie mam styczności z czytelniczymi grupami, ale czasem takie rozmówki się trafią w różnym gronie (jak np. - przeczytałaś Greya - giń! co z tego, że się nie podobał, jak mogłaś to tknąć, a fu!).

    I dodam tu ludzi - "nie czystasz, jesteś burak". Nie każdy lubi to samo, każdy ma swoje hobby. Ja nie lubię filmów oglądać i nikt mnie do tego nie przymusza i nie krytykuje (tylko czasem spotykam zdziwione spojrzenie;).

    Tylko jednak bym się ciut czepiała korekty - wiadomo, nie jednej,czy dwóch literówek, ale czasem błędy są takie, że aż boli. Ale to już obdyskutowane z każdej strony w komentarzach i konsensus osiągnięty:)

    Pozdrawiam! I chętnie będę na Twojego bloga wracać!

    OdpowiedzUsuń
  29. Zdecydowanie zgadzam się ze wszystkimi punktami. Uważam, że każdy człowiek ma wolny wybór jaką literaturę chce czytać i nikt nie powinien mu tego zabronić. Ja rozumiem, że niektórzy podążają za "modą" i czytają tylko książki z polecenia - ich wybór, że nie odkrywają żadnych mniej znanych perełek. Osobiście należę do grona osób, które zapisują przeczytane książki, ale nie robię tego dla kogoś, dla statystyk. Robię to dla siebie. Aktualnie mogę sobie w pracy pozwolić na sięgniecie po lekturę, ale nie wyobrażam sobie odłożyć wszystkich rzeczy i tylko czytać o czytać. Co z obowiązkami? Co z rodziną i kontaktami z innymi? Nie dziwi mnie, kiedy ktoś czyta jedną, dwie książki miesięcznie. Ma rodzinę, dzieci, obowiązki, pracę - bardzo dobrze, to rozumiem i nie mam zamiaru nikogo oskarżać, że tak mało czyta. Ba! On czyta dużo! Czyta w ogóle!

    OdpowiedzUsuń
  30. Ojj zgadzam się z każdym punktem, a chyba najbardziej z punktem nr 3.
    Gdy jeździłam na uczelnię i pracowałam, często zdarzało mi się czytać dwie książki w ciągu jednego dnia. A to przez to (jak w Twoim przypadku), że jeździłam dużo komunikacją miejską i wyjmowało mi to z życia trzy godziny (w jedną stronę, a musiałam jeszcze wrócić do domu, wieczorem). Też słyszałam, że pewnie ich nie czytam tylko pobieżnie się z nimi zapoznaje. A prawda jest przecież taka, że jak jest dobra książka, to nie patrzy się na zegarek, tylko czyta. Nie raz przegapiłam przystanek i musiałam się wracać, bo akurat byłam w innym świecie - oczywiście książkowym :)

    OdpowiedzUsuń
  31. O, jak mnie irytował mój Mąż, kiedy dojeżdżał do pracy 1,5 godziny w jedną stronę komunikacją miejską! Ja kupowałam książki i odkładałam je "na później, jak będę miała czas", a on narzekał, że nic nie ma w domu do nowego, bo wszystko już przeczytał :P

    OdpowiedzUsuń
  32. Przeczytałam wszystkie komentarze pod tym postem i szczerze muszę powiedzieć, że w wielu przypadkach się z wami nie zgadzam. Już wyjaśniam o co chodzi. Oczywiście przeczytałam też ten wpis i jednego punktu chciałabym się nieco mocniej uczepić, a mianowicie tego z przedstawianiem ile książek przeczytało się w miesiącu na swoim blogu, czy gdzie tam jeszcze się chce. Sama prowadzę bloga i właśnie takie podsumowania robię. Nie robię tego, aby się chwalić, ile tych książek przeczytałam, bo tak na prawdę kogo to obchodzi? To tak, jakbym się chwaliła "Dzisiaj wypilam dwa litry wody", albo "w tym miesiącu kupiłam aż sześć par zielonych skarpetek". No bo kogo obchodzi tak na prawdę, że jakaś dziewczyna z sieci przeczytała 5 książek w czerwcu? Sama pisze takie podsumowania tak na prawdę dla siebie, dla swojej własnej informacji i z ciekawości. W ciągu miesiąca czytając, nie zastanawiam się ile już przeczytałam, ale gdy dany okres minie bardzo mnie to ciekawi - stąd właśnie te podsumowania. Nie zgadzam się z wami codo tego, ile ktoś przeczytał. Dlaczego wszyscy negują osoby, które narzekają, że przeczytały te powiedzmy dziesięć, czy piętnaście książek w danym miesiącu. Owszem, ja tyle nie czytam i często zastanawia mnie, skąd taka osoba znajduje na to czas (może po prostu czyta szybciej ode mnie... Nie wiem). W każdym bądź razie chodzi mi o to, że skoro jakaś osoba wie, że stać ją na więcej, zapewne dziwi się, czemu ten miesiąc poszedł mu gorzej, jakie są tego przyczyny. Teraz pewnie powiecie, że to nie są wyścigi i czyta się dla przyjemności i owszem, w takich wpisach pewnie niektórzy robią zbędne halo o to, ile nie udało im się przeczytać, ale może niektórzy sprawdzają to taka jak ja - z ciekawości. Ja jestem właśnie tego zdania. Zastanówcie się też, ile razy wy narzekaliście, że przeczytaliście w danym miesiącu tylko jedna powieść, choć zazwyczaj czytacie cztery - a taka osoba, która czyta zazwyczaj np 15 książek tygodniowo (nie wiem, jak, ale mu się to udaje) dziwi się, czemu tym razem było to tylko 10 pozycji.
    Czytając jednak tego posta coś sobie uświadomiłam i bardzo mi się to nie podoba. Otóż często w takich postach podsumowujących, gdy ktoś mi pisze, że przeczytały TYLKO dwie książki i narzeka, że to za mało, bardzo często pocieszam go, że na pewno w następnym miesiącu będzie lepiej. Teraz właśnie uświadomiłam sobie, że przecież to nie ma sensu, bo nie czytamy wyścigi, czytamy dla przyjemności. Niby oczywiste, ale chyba po prostu po drodze gdzieś o tym zapomniałam... Tak, jak niektórzy z was pisali - cieszymy się, że chociaż coś udało nam się przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama nie bywam w takich facebookowych grupach, ale zgodzę się co do tego, gdy ktoś krytykuje jakieś książki, chociaż ich wcale nie przeczytał. Skąd może wiedzieć już na wstępie, że coś jest złe. Może powiedzieć, że opis go nie zaciekawił, albo że po zapoznaniu się z różnymi opiniami dochodzi do wniosku, że zwyczajnie nie jest zainteresowany dana pozycja z takiego, czy innego powodu. Ale nie mogę znieść, gdy ktoś krytykuje coś, chociaż nigdy przenigdy nie poświęcił nawet chwili, aby mieć jakieś uzasadnienie dla swojej opinii poprze chociażby przeczytanie paru rozdziałów z książki. Najbardziej kłuje mnie to w oczy w przypadku erotyków i samego Greya, bo z resztą myślę, że tutaj jest to najbardziej widoczne. Sama znam osoby, które nigdy nie poświęciły nawet chwili, aby zapoznać się z tą historią. Swoją opinię opierają tylko na tym, że jest to książka o seksie. Ale przecież ona też kryje w sobie jakąś historię. Nie mówię, że każdy ma lubić erotyki, czy samego Greya, mi też nie wszystkie gatunki literackie, czy konkretne powieści, się podobają, ale mówienie, że to jest głupie... Bo jest głupie.... Bo jest słabe.... Bo strata na to w ogóle czasu i pieniędzy... chociaż nigdy się tej historii nie poznało strasznie mnie denerwuje o to coś, z czym nigdy się nie pogodzę. Do tego dochodzi jeszcze krytykowanie tych, którzy tego Greya lubią... Sama nie wstydzę się tego, że na prawdę lubię samego Greya i dobrze mi się czyta od czasu do czasu erotyki, ale wiecie co? Wbrew temu, co wiele ludzi sądzi, wcale nie postrzegam siebie, jako osobę niemądrą, płytką, czy co tam jeszcze chcecie. Posiadam jakaś tam wiedzę i lubię czytam te ambitne powieści, które skłaniają mnie do myślenia. Tak samo jednak lubię czytać erotyki i wcale się tego nie wstydzę. Czasem potrzebna mi chwilą relaksu i wytchnienia, a taki erotyk świetnie się do tego nadaje :)

      Usuń
    2. Nie mam nic do samych stosików, chodzi mi raczej o fakt, że ktoś pisze, że przeczytał 30 książek w ostatnim miesiącu i zastanawia mnie, jak to możliwe. Ja w najlepszych czasach nie dochodziłam do tego wyniku. Poza tym wiele z tych postów jest napisane w stylu "miałam gorszy miesiąc, za mną jedynie 30 przeczytanych książek". Fajnie, że dużo czytasz, ale osoba, która czyta jedna książkę miesięcznie, może poczuć się beznadziejnie, widząc taki wpis. Kiedyś nawet ktoś mi napisał na fb, że widzi, że czytam np. 12 książek w miesiącu i czasem głupio mu się odzywać, skoro czyta tylko dwie. Ja się z nikim nie ściągam, czasem mam więcej czasu na czytanie, czasem mniej. Dlatego zastanawia mnie, co robią w życiu ludzie, którzy czytają aż tyle. Bo chyba nie dają rady tyłu powieściom, pracując, ucząc się czy opiekując się dziećmi. A może to ja jestem słabo zorganizowana? :)

      Usuń
  33. nie zgodzę się z punktem o podsumowaniach - sama lubię wiedzieć ile przeczytałam dla siebie. Czasem się pochwalę, że przeczytałam więcej książek niż w zeszłym roku. Nie zgadzam się też co do korekty: narzekanie na nią jest właściwe. kupijąc książkę liczę, że otrzymam pełnowartościowy produkt, a nie przygotowane coś na szybko, aby kasę zarobić. To, że książka jest orzygotowywana kilka tygodni? To nie jest mójbproblem. tmTo tak jakby szwaczka dała mi sweter bez rękawa, bo jej czasu zabrakło. A reszta ludzi, o których mówisz? Mam wrażenie, że te zachowania to jakiś procent wszystkich książkoholików.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdzie nie napisałam, że to sto procent zachowań u wszystkich ludzi czytających książki.

      Usuń
  34. Zgadzam się w stu procentach! Skąd w ludziach tyle jadu? Przecież w blogosferze każdy ma prawo do wyrażenia własnej opinii, każdy ma inne tempo czytania, inne upodobania co do książek, nie widzę powodu do hejtow.
    Pozdrawiam
    Adrianna z @forrestreading

    OdpowiedzUsuń
  35. Na Instagramie napisałaś, że jest jakaś burza w komentarzach po opublikowaniu kontrowersyjnego posta. Otóż moim zdaniem nie ma tu nic kontrowersyjnego. Zgadzam się z każdym punktem! Mnie najbardziej denerwują punkty nr 2, 4 i 5. Książki mają łączyć ludzi, ale są sytuacje, w których jest odwrotnie. Smutne...

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo on dla wyluzowanych ludzi jest normalny, nie jest kontrowersyjny :)

      Usuń
  36. Ja zawsze uważam, że lepiej czytać niż nie czytać. Dlatego jeśli, ktoś lubi czytać erotyki świetnie, cieszę się, że ta osoba sięga po książki. Mnie one nie muszą przekonywać, ale jeśli dla niej są świetne to idealnie! Po to jest różnorodność na rynku wydawniczym, żeby każdy znalazł coś dla siebie. Co do ilości w miesiącu to... robię takie podsumowanie na blogu, ale bardziej dla siebie. Recenzje, które tam są też robię dla siebie i publikuję je, bo to lubię, więc jeśli komuś to nie pasuje to przecież nie musi czytać ;). I też mnie denerwuje, gdy ktoś mówi, że jest lepszy, bo czyta więcej. W takim wypadku powinnam czuć się lepsza od mojej mamy, bo ona czyta kilka książek na rok? Czyta jak jej pozwala czas albo ma ochotę. Każdy z nas jest inny i tyle ;). Co do oceniania książek, których nie czytałam to zazwyczaj mówię, że albo po prostu nie ciągnie mnie do tej książki po opisie, albo czytałam sporo negatywnych recenzji i wolę jej nie czytać.
    Ciekawy post ;)

    Pozdrawiam,
    Lady Spark
    [kreatywna-alternatywa]

    OdpowiedzUsuń

Daj znać, co sądzisz o wpisie!