Gdybym miał magiczne zwierzątko...




Jako dziecko miałam psa i chomika. Zawsze jednak marzyłam o kocie, a gdy przeczytałam o tym, że koty to mogą być zamienieni w nie ludzie (no wiecie, profesor Minerva McGonagall!), to już w ogóle uznałam, że to super zwierzęta. A teraz, gdy jestem starsza, chyba wolałabym jednorożca. A inni blogerzy? Co, gdyby mogli wybrać magiczne zwierzątko? Co by to było? Oto ich odpowiedzi.

Gdybym nie musiała wybierać, to chciałabym mieć całe zoo fantastycznych zwierząt... Jednak zdecydowanie najbardziej niesamowity i mityczny wydaje mi się feniks. Chciałabym mieć jednego i obserwować jego przemiany, wzrost. Samo patrzenie na jego lot sprawiałoby, że czułabym wolność i siłę, bo właśnie z tym najbardziej kojarzy mi się ta istota.

Pamiętam jak dawno, dawno temu, kiedy byłam jeszcze małą dziewczynką, moja mama zabrała mnie do biblioteki, gdzie zobaczyłam śliczną, ciemnozieloną okładkę książki. Może nie przykułaby mojej uwagi aż tak bardzo, gdyby nie narysowany na niej smok. Lubię myśleć, że to był moment, który zadecydował, że oddałam swoje serce tym latającym gadzinom. Fascynacja nimi, w moim przypadku, trwa już kilkanaście lat i podejrzewam, że jednym z moich niespełnionych, największych marzeń, pozostanie właśnie posiadanie smoka, jako domowego (albo nie-domowego bo chyba w domu by się nie zmieścił...?) zwierzątka. Myślę, że tak jak to jest z innymi oswojonymi pupilami, on także byłby lojalny i oddany właścicielowi, a ponadto smok jako... cóż smok – stanowiłby idealnego ochroniarza czy środek transportu. Poza tym, kogo ja chcę oszukać? Posiadanie smoka to byłby poziom epickości przekraczający normy.

Myślę, że magicznym zwierzęciem, którym chętnie bym się zaopiekowała, byłby jednorożec. Natknęłam się na niego, zaczytując się w legendach arturiańskich, Wiedźminie czy nawet oglądając filmy animowane – nieśmiertelne słowa wypowiedziane przez Agnes „It's so Fluffy I'm Gonna DIE!!!”, nigdy nie przestaną się mi kojarzyć z tym zwierzęciem. Według mnie jednorożec idealnie łączy siłę i delikatność. W mitologii jest uważany za jedyne zwierzę mające odwagę atakować słonia, co sprawia, że czułabym się przy nim bezpiecznie. Dodatkowo, myślę, że udałoby się go przekonać do podróży na jego grzbiecie – byłby ciekawym środkiem ekologicznego transportu. Słyszałam również opowieść, że jednorożec potrafi wyczuć fałsz i właściwie ocenić, kto jest winny danemu uczynkowi. Co prawda łączyła się to z mordowaniem winowajcy, ale może da się przekonać do jedynie grożenia rogiem? Jednak mimo swej brutalnej strony jednorożec posiada delikatną stronę – według legend jego łzy mają magiczną moc oczyszczania wszystkiego, czego dotkną, i są panaceum na wszelkie trucizny i choroby. Kto by nie chciał mieć takiego lekarza w domu? 🙂

Poniosłam wodze fantazji, oczywiście natchniona wydarzeniami z wakacji – i nie tyle wydarzeniami, co cudownymi ludźmi obok. Gdybym mogła mieć możliwości stworzenia, ewentualnie znalezienia fantastycznego zwierzątka, byłaby to, uwaga... Lemuroowca! Ten twór to nic innego jak połączenie idealnego pupila, który cały dzień potrafi grzać jedno miejsce, a dodatkowo jest milutką kuleczką. Niezbyt dużą, stworzoną do tulenia i dzielenia się miłością. Nikt z was pewnie nie słyszał o lemuroowcy, ale chowa się ona w czeluściach umysłu i równoległych światów, a swoje prawdziwe oblicze ukazuje przed nielicznymi jednostkami. To czyni ją jedyną w swoim rodzaju. Właśnie takie zwierzątko chciałabym mieć. Oryginalne, własne i malutkie, aby mieć się do czego przytulić w depresyjne dni.
W pierwszej chwili bardzo się ucieszyłem, kiedy Agnieszka napisała mi, na jakie pytanie mam odpowiedzieć. Wydawało mi się banalnie proste. Po jednak dłuższej chwili refleksji zorientowałem się, że wcale tak dużo fantastycznych zwierząt nie kojarzę… a przecież czytam w dużej mierze fantasy! Ostatecznie jednak udało mi się wybrać coś, o czym niewielu z Was zapewne słyszało. Mianowicie chodzi o ostrogary. Ta nazwa nic Wam nie mówi?  Już wyjaśniam. Są to stworzenia podobne do skorupiaków lub insektoidów, które występują na terenie całego Rosharu. Jest to świat stworzony przez Brandona Sandersona w jego cyklu Archiwum Burzowego Światła, gdzie spotkacie więcej takich niezwykłych zwierząt, jak i roślin, które musiały przystosować się do bardzo potężnych burz, nawiedzających kontynent wielokrotnie w ciągu roku. Dlaczego postanowiłem je wybrać? Ponieważ z wyglądu przypominają psy i są wykorzystywane do polowania, a także do stróżowania, ale nie przypomina niczego innego, co do tej pory widzieliście!

Ze wszystkich istot magicznych chciałabym mieć smoka. Nazywałaby się Moonlight i w nocy zmieniała kolor skóry na srebrny. Chciałabym mieć właśnie smoka, ponieważ jestem słaba. Smok broniłby mnie i zabierał w wiele niedostępnych miejsc. Miałabym przyjaciółkę i nie bałabym się niczego. Jej ogień grzałby mnie, gdybym czytała książkę, a w nocy ciało mojej bestii rozświetlałoby mrok. Czułabym się rewelacyjnie i bezpiecznie. Smok to moje wymarzone stworzenie magiczne. Teraz znaleźć tylko jakiegoś dżina albo złotą rybkę :)

5 krótkometrażówek Disney/Pixar

Jeśli bywacie w kinie na filmach Disneya powstałych we współpracy z Pixarem, wiecie, że przed animacją pojawiają się krótkometrażówki. Niektóre z nich są tak cudowne, że nie sposób wyrzucić je potem z głowy. Dziś moje krótkie zestawienie tych bajek, które chwyciły mnie za serce.


Lava
Animowana opowieść o dwóch wulkanach. Z piosenki możemy dowiedzieć się o dziejach ich znajomości i miłości, która nie była usłana różami. Tekst podłożono pod piosenkę Somewhere Over The Rainbow, zarówno słowa, jak i melodia wpadają w ucho. Bajka wyświetlana była przed animacją W głowie się nie mieści. I wiecie co? Wzruszyłam się na niej, choć w moim przypadku o łzy nietrudno!


Piper
Słodka animacja o ptaszku, który uczy się poszukiwać jedzenia. Boi się wody, ale jest ciekawski. Jest też przerażony niepowodzeniami. Animacja ma około pięciu minut i jest naprawdę urocza, zabawna, a na dodatek prześlicznie zrobiona. Czasem ma się wrażenie, że ogląda się film przyrodniczy, nie bajkę. Film wyświetlany był przed Gdzie jest Dory.


Lou
Na szkolnym podwórku ustawiona jest skrzynka z rzeczami zgubionymi i znalezionymi. W środku znajduje się wiele gratów porzuconych przez dzieci. Gdy uczniowie są na lekcjach, z przedmiotów powstaje stworek Lou – on odpowiada za to, by wszystkie zabawki trafiły do skrzyni, aby właściciele mogli je odzyskać po lekcjach.
Fabuła tej bajki chwyta za serce, uczy brania odpowiedzialności za własne czyny, pokazuje, że nawet najgorszy łobuziak może się zmienić, a jego zachowanie zawsze jest czymś motywowane. To słodka bajka, której finał jest dość smutny. Animacja wyświetlana była przed Autami 3 i muszę przyznać, że czekałam na nią z równie wielką niecierpliwością jak na same przygody Zygzaka.


Gra Geriego
Tu dla odmiany animacja pojawiła się po filmie, jeśli się nie pomylę, a przynajmniej w mojej wersji, zapewne pirackiej z lat 90., była ona na końcu jakiejś animacji. Bajka opowiada o mężczyźnie rozgrywającym partię szachów z samym sobą. Nakręcona jest w dość ciekawy sposób – początkowo widzimy, jak bohater zmienia strony, przesiada się, by wykonać kolejny ruch, a z czasem przestaje się nam to pokazywać, oglądamy jedynie dwóch mężczyzn grających w szachy. Pamiętam, że jako dziecko byłam oczarowana tą produkcją. Zabawna, pomysłowa i wciągająca, mimo że to niecałe 5 minut.


Inner Workings
Animacja studia Disneya wyświetlana przed Vaianą. Opowiada o mężczyźnie, który codziennie chodzi do pracy, kieruje się w życiu rozsądkiem, przez co jego serce i inne narządy nie są zadowolone. Mężczyzna marzy o wypoczynku na plaży, chce zagadać do dziewczyny, ale rozum ciągle go od tych pomysłów odciąga. To raczej animacja dla dorosłych widzów, którym studio chyba postanowiło przypomnieć, że nie tylko pracą człowiek żyje.

Zatopić „Niezatapialną”, Anna Hrycyszyn



http://www.taniaksiazka.pl/zatopic-niezatapialna-anna-hrycyszyn-p-843154.html
Wydawnictwo: Genius Creations
Liczba stron: 382

Nes jest kapitanem pirackiego statku „Niezatapialnej”. Nie są to łatwe czasy dla piratów – władza nie zamierza dłużej tolerować wybryków tych wyjętych spod prawa złodziei i rozbójników. Nigdzie nie jest bezpiecznie, a pani kapitan nie chce narażać dawnych znajomych, którym za pomoc piratom grozi teraz stryczek bez sądu. Nim jednak ukryje się gdzieś z załogą na dłużej, postanawia się rozerwać. Nie wie jednak, że mężczyzna, z którym spędzi noc, będzie najgorszym z możliwych kandydatów...

Zatopić „Niezatapialną” Anny Hrycyszyn to powieść, w której narrator pokazuje nie tylko to, co dzieje się u głównej bohaterki, Nes, lecz uzupełnia tę historię także o wydarzenia rozgrywające się wokół innych postaci, dając tym samym czytelnikowi pełniejszy obraz sytuacji społeczno-politycznej krainy, w której rozgrywa się akcja. Co ciekawe oprócz narracji skupionej na teraźniejszości pojawiają się również retrospekcje. Niektóre wydarzenia z przeszłości wspomniane są też mimochodem, w trakcie opowieści rozgrywającej się „tu i teraz”.

Główną bohaterką jest Nes – kapitan „Niezatapialnej”. Dziewczyna jest odważna, pomysłowa, ma posłuch u załogi i dobre serce. Dba o inne piratki i traktuje je raczej na równi, sama też się nie wywyższa. W przeszłości wiele przeszła, co ją w jakiś sposób zahartowało. Jaka będzie jej przyszłość? Jest najbardziej poszukiwaną kapitan pirackiego statku na wodach Krainy Tysiąca Jezior i Rzek. Czy uda jej się uciec i przyczaić? 

Fabuła skupia się na dwóch rzeczach – po pierwsze próbie ucieczki przed władzami, po drugie – na tym, co dzieje się w Krainie i jak egzekwuje się nowe prawa, a także jak w tym nowym świecie poradzi sobie Nes, której przypadnie całkiem nowa rola. Można zatem podzielić książkę na dwie części. W obu nie brakuje akcji, bijatyk, spektakularnych pościgów na wodzie, sprytnych ucieczek i intryg. To powieść, w której ciągle coś się dzieje, akcja nie zwalnia nawet na chwilę.


Jednak poza urokami pirackiego życia mamy też inne tematy poruszane na kartach tej książki. Pojawia się wątek miłosny, są motywy związane z zaufaniem i szacunkiem dla kapitana i jego woli oraz te pokazujące podejmowanie trudnych wyborów. Bohaterowie muszą zdecydować, czy chcą posłuchać obcych, których pomysły są dobre i wróżą powodzenie, czy z zasady je zignorować. Dodatkowo obecny jest też ważny temat uczenia się na błędach innych i wiary w to, co się czuje. Niektórzy będą musieli przymknąć oko na to, skąd ktoś jest i jaki ma zawód, bo to uczucia są najważniejsze.

Pomysł na fabułę, w której występuje żeńska załoga piracka jest bardzo ciekawy. Plusem jest też ostatni rozdział, który autorka dodała, by czytelnik nie musiał się domyślać, co było po zakończeniu historii przed Epilogiem. Trochę szkoda, że tekst skupia się aż tak bardzo na wątku uczuciowym, który moim zdaniem nieco słabo został poprowadzony, a nie zagłębia się bardziej w motywy związane z technologią, życiem pirackim (może chociaż odrobinę więcej żargonu?) i kryształami, które były nieraz pomocne piratkom. Daleko tej powieści także do steampunku, a szkoda, bo wyszłoby całkiem oryginalnie.

Jeśli lubicie polską fantastykę, to wiecie, że wydawnictwo Genius Creations nie wydaje byle czego. Zatopić „Niezatapialną” to powieść dobra, acz nie wybitna. Idealna na letni wieczór, gdy chcecie przeżyć przygodę na szerokich wodach.


Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Księgarni TaniaKsiazka.pl:


3 książki ze studiów, które pokochałam

Zawsze powtarzam, że nie znoszę, gdy się mnie zmusza do czytania. Niestety udało mi się skończyć licencjat – a niedługo mam nadzieję, że także magisterkę – z filologii polskiej, gdzie czytanie jest raczej obowiązkowe. Dzięki liście lektur poznałam jednak kilka takich książek, które trafiły na listę moich ulubionych. Dziś zaprezentuję wam trzy z nich.


Na srebrnym globie, Jerzy Żuławski
To powieść z nurtu fantastyki naukowej, która zaskakuje opracowaniem w najdrobniejszych szczegółach. Nie brakuje genetyki, głównie w postaci nowych pokoleń księżycowych ludzi, jest też sprawa religijności i moralności, są problemy z technologią. Wszystko, co może dotyczyć powstawania nowego rodu. Najbardziej zaskakujące są jednak kwestie związane z moralnością – pokazują, że to w człowieku, nie w cywilizacji, utkwione jest zło.
To książka, o której wspominałam na blogu aż... siedemnaście razy. Przy każdej możliwej okazji wskazuję właśnie tę powieść, która chwyciła mnie za serce pokazaniem ogromnego smutku i tęsknoty za czymś utraconym na zawsze.


Cham, Eliza Orzeszkowa
Rybak Paweł widzi na brzegu piękną kobietę, która prosi go o pomoc. Z rozmowy z nią dowiaduje się, że jest służącą. Umawiają się na kolejne spotkanie, podczas którego Paweł poznaje kobietę lepiej. Franka opowiada mu o swoim życiu, o tym, ze w dzieciństwie matka miała liczne romanse, a ojciec pił. To dość smutna opowieść, tak jak cała powieść. Książka podobno oparta jest na prawdziwej historii.
Warto zwrócić uwagę na tło książki – dobry opis społeczeństwa pozwala na zorientowanie się w sytuacji XIX wieku. Autorka postarała się, by codzienność była oddana bardzo wiernie. To obyczajowa powieść o życiu, moralności, codzienności i niedopasowaniu.


Pani Bovary, Gustaw Flaubert
Książka napisana została w interesujący sposób. Narracja rozpoczyna się opisem lat dziecinnych Karola, który obserwowany jest przez ucznia z tej samej klasy. Potem narrator staje się trzecioosobowy, wszechwiedzący. Relacjonuje on to, co czuje Karol, a w dalszych rozdziałach skupia się głównie na pani Bovary.
Mocno widocznym wątkiem w powieści jest życie kobiet w dziewiętnastym wieku. Pani Bovary pokazuje, że nie jest tylko kurą domową, ale przede wszystkim jest kobietą, która stawia na spełnianie swoich celów. Poza tym odnajdziemy tu bogaty zapis życia społeczeństwa, sporo informacji dotyczących stosunku do duchowieństwa i obyczajów. 
Po lekturze miałam mieszane uczucia co do tej książki, jednak z biegiem czasu zmieniał do niej nastawienie i uznałam, że jest naprawdę wyjątkowa. To klasyk, który warto poznać.